UnSun – Clinic for Dolls (2010)

unsun-clinicfordolls
UnSun | Clinic for Dolls | 11 X 2010 | ★★★★★

Dwa lata po premierze debiutanckiego krążka The End of Life, formacja Unsun prezentuje nowy materiał pod szyldem Clinic For Dolls. Niedosyt pozostawiony przez debiut w pełni zaspakaja najnowsze dziecko grupy. Płyta uderza do głowy niczym wściekły pies z ogromną ilością tabasco. Po odsłuchu nie pozostawia w nas krzty wątpliwości, że członkowie zespołu mają jasno sprecyzowane cele, które osiągnęli na tym wydawnictwie i nie pozwalają zwątpić, że osiągną kolejne, nowe, jeszcze trudniejsze na kolejnych swoich albumach, z jeszcze lepszym efektem końcowym. 

O tym, że nowy album Unsun to zupełnie inna bajka niż debiut sprzed dwóch lat możemy się przekonać już na samym początku, od pierwszych sekund utworu The Lost Way. Fantastyczna, narastająca skokowo kompozycja oparta na wariackiej wymianie perkusyjno-gitarowej, wzbogaconej fortepianem i szalejącymi bębnami. Kompozycja z niesamowicie wystopniowanym napięciem na które składają się wszystkie użyte w utworze instrumenty i wokal Ayi przechodzący jak burza z nieskazitelnie delikatnego w piekielnie brutalny. Jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy utwór na albumie. Tytułowy utwór, to jeszcze ostrzejsza brzmieniowa jazda, niestety oparta przede wszystkim na lukrowanym refrenie, którego pod koniec utworu już nie da się słuchać. O wiele lepszy jest pędzący, naszpikowany heavy-metalowym zacięciem, opatrzony szaloną gitarową solówką Mausera utwór I Ceased.

Dziwi mnie fakt wybrania na singla promującego całe wydawnictwo utworu Home, równie cukierkowo brzmiącego jak Clinic for Dolls, z okropnym refrenem, po wysłuchaniu którego ma się ochotę wysłać Ayę jedynie na kurs języka angielskiego z szczególnym zwróceniem uwagi na naukę akcentu. Większość kompozycji na albumie to przemyślane wariacje oparte na mniejszym lub większym stopniowaniu napięcia (wspomniane wcześniej The Lost Way, Clinic For Dolls, I Ceased, a także Not Enough oraz Mockers) bądź stylizowane na monumentalne, rockowo-metalowe killery z powyciąganymi strunami takie jak A Single Touch z kolejną miażdżącą solówką Mausera, czy skorygowane o elektronikę Why. Od całości odstaje jedynie fortepianowa ballada The Last Tears z delikatną orkiestracją w tle, będąca na tym albumie odpowiednikiem Memories z poprzedniej płyty zespołu.

Unsun, będący za granicą jednym z bardziej znanych polskich zespołów reprezentujących melodyjny metal, potwierdzili najnowszym albumem, że debiutancki krążek nie był przypadkowym sukcesem. Stawiając sobie po debiucie poprzeczkę jeszcze wyżej, osiągnęli efekt w postaci mocnego, spójnego, pełnego brzmieniowych jak i wokalnych atrakcji albumu, który wybija polski symphonic-gothic-metal na wody światowego oceanu. Światowy poziom wydawnictwa zaniża jednak wciąż niewyraźnie brzmiący w ustach Ayi język angielski. Dla jednych wada, dla drugich swego rodzaju oryginalność, jednak gdyby Aya śpiewała odrobinę wyraźniej zespół na pewno by na tym nie stracił.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s