Top of the 80’s: Synthpop

cover art main2 500px

Moje pierwsze prawdziwe zainteresowania muzyczne zrodziły się w czasie, kiedy syntezatory, po kilkuletniej przerwie ponownie znalazły się w kręgu zainteresowania muzycznego świata. Koniec lat 90. to niewątpliwie czas wielkiego boomu muzyki elektronicznej – nowa era syntezatora! Moja ciekawość z biegiem lat prowadziła mnie wstecz, w prawdziwe, pierwsze złote lata syntezatorów. Muzyka lat 80. zawsze budziła we mnie ciekawość. Odtwarzanie płyty gramofonowej to był prawdziwy rytuał! Nie dziwię się że winyle powracają do łask. Żadne cyfrowe nagranie nie zastąpi analogowego, syntetycznego, pokręconego, często niedoskonałego dźwięku. W tej niedoskonałości tkwi cały trik muzyki lat 80. Mam wiele ulubionych nagrań z tamtych lat. Część z nich mieni się od rozgrzanych do czerwoności syntezatorów. Nie zawsze są to flagowe synthpopowe kompozycje, czasem syntezator jest na dalszym planie, a stery przejmują inne, często żywe instrumenty. Bez syntezatora nie byłyby to jednak już te same kawałki. Na początek cyklu Top of the 80’s wybrałem 7 łechcących mój słuch numerów, których wspólnym mianownikiem jest syntezator.


VISAGE – Fade to Grey / z albumu Visage (1980)

Wydany w listopadzie 1980 roku drugi singiel promujący debiutancki album Visage – brytyjskich pionierów muzyki new romantic, będącej subtelniejszą, syntezatorową i komercyjną wypadkową formą nurtu new wave. Charakterystyczna dla punkowych i glamowych muzyków moda na ostre makijaże, odważne fryzury, ekskluzywne, często androgeniczne stroje została podrasowana nową, elektroniczną muzyczną miksturą, infekującą dyskoteki na przełomie lat 70. i 80. Syntetyczne, przestrzenne brzmienie analogowych syntezatorów nadawało utworom specyficznego, acz podsyconego odrobiną chłodu, romantycznego charakteru. Coś dla marzycieli, samotników, którzy zatracali się na parkiecie w zelektryfikowanych do granic możliwości, przyjemnych dźwiękach w stylu Fade to Grey. Podczas gdy oni przenieśli się do dyskoteki, ortodoksyjni punkowcy nadal napierdalali w perkusję i gitarę w swoich przydomowych garażach. Fade to Grey jest modelowym przykładem syntezatorowego popu, którego popularność eksplodowała na początku lat 80. Romantyczny charakter utworu został dodatkowo wydobyty przez francuskojęzyczne, damskie mówione partie, które pomogły „zmiękczyć” i tak już delikatny męski wokal. Fade to Grey to muzyczny unikat, który niedługo skończy 40 lat i nadal często pobrzmiewa w stacjach radiowych.


NEW ORDER – Blue Monday (1983)

Najlepiej sprzedający się na świecie singiel 12-calowy i jeden z największych przebojów New Order. Zespół skręca w stronę elektronicznych, syntetycznych brzmień generowanych przez syntezatory, wzbogacając całość elektroniczną perkusją, mocnym basem i galopującym beatem, zaczerpniętym tutaj od samej królowej disco lat 70. – Donny Summer. Co ciekawe, melodia grana na syntezatorze i rytm nie są w tym utworze idealnie zsynchronizowane. W trakcie ręcznego programowania utworu pominęto jedną nutę, która przesunęła melodię. Urok syntezatorowych brzmień z tamtych czasów polega jednak przede wszystkim na nawarstwianiu się dźwięków – z pozoru niewielki błąd jeszcze bardziej podkręcił całą kompozycję, która skoncentrowana jest głównie na dźwiękach. Wokal jest tutaj jedynie dodatkiem. Ponadczasowy kawałek, remixowany i samplowany setki razy. Prawdopodobnie zawsze będzie grany w klubach ukierunkowanych na alternatywne brzmienia taneczne. Takiej muzyki elektronicznej już dzisiaj się nie nagrywa.


TEARS FOR FEARS – Pale Shelter / z albumu The Hurting (1983)

W 1983 roku duet Tears for Fears zaliczył całkiem udany debiut. Debiut, którego nie można nazwać stricte synthpopem, ani tym bardziej new romantic. To coś więcej, formuła synthpopu poszerzona o żywą paletę instrumentów, które wybijają się często na pierwszy plan. Doznania są równie przyjemne, ale tematyka utworów obiera raczej pesymistyczny kierunek. Tak jest z Pale Shelter. Tyle się tu dzieje na tle szumiącego gdzieś w oddali syntezatora! Przyjemna nuta z echem new romantic. Cisza przed burzą, którą będzie Shout.


FRANKIE GOES TO HOLLYWOOD – Relax / z albumu Welcome to the Pleasuredome (1983)

Ogromny przebój, którego premiera odbyła się w atmosferze sporego jak na tamte czasy skandalu. Utwór został okraszony tekstem, traktującym o szczegółach homoseksualnego stosunku dwóch mężczyzn. Teledysk nakręcono w klubie gejowskim i naszpikowano sadomasochistycznymi, momentami dość odważnymi scenami. Utwór został zbojkotowany przez sporo stacji radiowych i MTV, co paradoksalnie przyczyniło się do jeszcze większego sukcesu całego debiutanckiego przedsięwzięcia. Muzyka potęguje mocny wydźwięk całego utworu. Jest ekstrawagancka, pulsująca, masywna, niczym fala uderzeniowa. Mechaniczne, schizofrenicznie brzmiące gdzieś w tle syntezatory ciągną ten kawałek w najgłębsze, piekielne czeluście tanecznego hadesu. To jest coś więcej niż synthpop. To jest jego eksperymentalna odsłona, zmierzająca w kierunku dudniącego, gitarowego, melodyjnego grania.


TALK TALK – Such a Shame / z albumu It’s My Life (1984)

Jeden z większych hitów Talk Talk, pochodzący z drugiego albumu zespołu It’s My Life. Kolejny zespół wyniesiony w górne partie list przebojów za sprawą noworomantycznej fali zalewającej Europę na początku lat 80. It’s My Life to jednocześnie krążek, na którym kończy się romans zespołu z syntezatorami, a zaczyna nowy związek z bardziej organicznymi instrumentami tj. gitara, perkusja czy fortepian. Na It’s My Life, zamiast szokowej terapii dla noworomantycznych fanów, mamy przejście. Idzie nowe, ale gdzieś tam w głowie pobrzmiewa jeszcze stare. Wszystkie wymienione wcześniej instrumenty oraz namiętnie pobrzmiewający, szczególnie „refrenowy” syntezator można usłyszeć w Such a Shame. Może to dlatego ten kawałek jest taki uzależniający? Żywe instrumenty dodały  syntezatorowo – klawiszowej podstawie dodatkowej głębi i zupełnie nowej energii. Kapitalne pożegnanie zespołu z własną, synthpopową inkarnacją.


PET SHOP BOYS – West End Girls / z albumu Please (1986)

Brytyjski duet, który powstał w momencie szczytowej popularności noworomantycznej, synthpopowej fali. Pierwszy album wydali jednak, kiedy moda na new romantic już mijała. Muzycy jednak wyraźnie wychowani na syntezatorach, postanowili wycisnąć z nich jeszcze trochę. Dodatkowo – Neil Tennant – wokalna strona duetu, był na początku lat 80. dziennikarzem magazynu Sounds i miał bardzo dobre rozeznanie, co w ówczesnej muzyce jest i będzie „catchy”. Przykładem jest Madonna. Neil, jako jeden z nielicznych, już w momencie jej debiutu był pewien, że to nie jest gwiazda jednego sezonu. Pod szyldem dużej wytwórni Pet Shop Boys pozbyli się noworomantycznej otoczki i skroili swój debiut na syntezatorowe, proste, popowe granie liźnięte stylem disco lat 70. West End Girls to szumiący syntezator, wyraźny bas, rapowane zwrotki, dźwięki ulicy i cholernie zapadający w głowę refren. Tyle wystarczyło, żeby stworzyć jeden z największych dyskotekowych klasyków lat 80. mieniących się hipnotycznym dźwiękiem syntezatorów.


DEPECHE MODE – Stripped / z albumu Black Celebration (1986)

Pierwszy singiel promujący kultowy album Black Celebration. 1986 rok to schyłek największej popularności noworomantycznego, syntezatorowego grania. Depeche Mode jest wówczas na fali wznoszącej i wydaje jeden ze swoich najlepszych albumów, dzięki któremu muzycy zostają trwale wciągnięci na listę najlepszych zespołów grających synthpop. Gatunek dotychczas eksploatowany w dyskotece i kojarzący się z beztroskim romantyzmem zostaje odziany w mroczne szaty i dostaje kopa w postaci przygnębiającego, aczkolwiek momentami dość brutalnego, realnego spojrzenia na rzeczywistość. Stripped rozpoczyna się zniekształconym bitem, przypominającym pracę silnika na wolnych obrotach. Właściwa melodia rozpoczyna się wraz z zapaleniem silnika samochodu (którym był Porsche 911, należący do Dave’a Gahana). Wtedy pojawiają się syntezatory, perkusja i basy które szaleją przez dalszą część utworu. W tle cały czas pobrzmiewa motoryczny podkład, a ponad całością dźwięków unosi się zniewalający wokal Dave’a dobitnie wyrażający tęsknotę za miłością pozbawioną zahamowań. W utworze wykorzystano także specjalnie nagrywane na jego potrzeby fajerwerki, a całość zwieńczono odgłosami tykającego zegara. Jeden z moich ulubionych utworów Depeche Mode. Kapitalny, mroczny, mocno syntezatorowy, smutny, wymowny klasyk.


Reklamy

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s