Lady Gaga – Born This Way (2011)

Lady Gaga | Born This Way | 23 V 2011 | ★★★★

Wielkie albumy muzyczne zawsze rodzą w publiczności ogromne oczekiwania wobec kolejnych wydawnictw. Jeżeli wielki jest debiut – jest niewspółmiernie ciężej. Na drugiej płycie trzeba już wtedy udowodnić wszystkim wszystko jeżeli chce się przetrwać w mainstreamie. Mając na względzie długofalowy plan na swoją karierę drugi krążek trzeba nie tylko sprzedać, ale w magiczny sposób uwiarygodnić nim sukces pierwszej płyty i dać publice wyraźny sygnał, że jako artysta nie jest się kolejnym jednorazowym wytworem panujących trendów. Słowem – trzeba dosłownie stanąć na rzęsach, by przetrwać. Komu brakuje talentu, determinacji, pieniędzy czy sprytu – ten wypada z gry. Są jednak tacy, którzy świadomie skręcają w mniej komercyjną stronę. Do tej grupy w 2011 roku zdecydowanie nie należała Lady Gaga. Nawet jakby bardzo chciała, nikt by jej wtedy na to nie pozwolił. Gaga musiała wtedy zmierzyć z własnym, zrodzonym kilkanaście miesięcy wcześniej fame monsterem.

Po wydaniu ostatniego singla z The Fame Monster wszyscy w managemencie Gagi wiedzieli, że jej drugi album musi być jednym z największych globalnych wydarzeń w historii współczesnego żeńskiego popu. W tamtym czasie był to kaliber porównywalny chyba tylko z Oops!… I Did It Again Britney Spears. Później podobną historię przerabiała jeszcze Adele, wydając w 2015 roku następcę wyniesionego na ołtarze albumu 21. Władze Interscope doskonale wiedziały, że mainstreamowy rynek lubi zwycięzców, więc jako wydawca muszą zrobić wszystko, by drugi duży longplay Gagi pchnąć do rangi gigantycznego, muzycznego blockbustera. By zrobić spektakularny wynik w USA Born This Way zostało rozdystrybuowane do bezprecedensowej liczby ponad 20 tys. lokalizacji – od sklepów z muzyką, przez sieć kawiarni Starbucks, sklepy z elektroniką typu RadioShack po sklepy spożywcze i drogerie tj. CVS czy Walgreens. Przygotowanie dystrybucji na taką skalę wymagało czasu, w związku z czym zanim publicznie ogłoszono datę premiery Born This Way, pierw w wytwórnianym grafiku wydawniczym opóźniono jej wydanie o kilka miesięcy. Gaga nie była zachwycona decyzją Interscope i swojego managementu. Pamiętam jej załzawione oczy, kiedy dowiedziała się, że będzie musiała czekać na premierę tak długo. – wspominał ówczesny manager Gagi, Troy Carter.

Sprzedaż Born This Way w premierowym tygodniu podkręcił amerykański oddział serwisu Amazon sprzedając krążek przez dwa dni za niecałego dolara. Management i wytwórnia artystki odcięły się od tej akcji, zarzekając się w tamtym czasie, że nie mieli z tym nic wspólnego, ale promka skutecznie podrasowała pierwszotygodniowy ogólnoświatowy wynik płyty do poziomu niemal 2 mln egzemplarzy. Prawdziwy test albumu przyszedł jednak w drugim tygodniu bytności na rynku. Sprzedażowy zjazd do poziomu zaledwie 0,5 mln kopii raczej nie był tym, czego wytwórnia Interscope oczekiwała od następcy The Fame, zwłaszcza po znacznie wydłużonym, siedmiomiesięcznym okresie przygotowującym płytę do wejścia na rynek. O stałej sprzedaży przez kolejne dwa lata można było już w tamtym czasie zapomnieć. Optymizmem nie napawały także mocno średnie wyniki singla Judas. Na zrobienie jakiegokolwiek sensowego wyniku przez Born This Way był zatem czas jedynie do końca roku. 

Wyniki singli i samej płyty pokazały wyraźny trend spadkowy w popularności Lady Gagi. Wytwórnia zapewniła płycie niebotyczną ilość rozmaitych kanałów dystrybucji, promocję oraz sypnęła miliony na kolejne wysokobudżetowe klipy, a płyta finalnie i tak nie dobiła nawet do połowy wyniku swojej poprzedniczki. Oczywiście nie należy zapominać, że wciąż był to drugi najlepiej sprzedający się krążek 2011 roku i jego ostateczny wynik jak na tamte realia daleki był od wrzucania go do worka z płytowymi klapami! Niestety jego sukces prawdopodobnie już zawsze będzie stał w cieniu wyników osiągniętych przez pakiet The Fame/The Fame Monster. Rozrośnięte do rozmiarów gigantycznego monstrum oczekiwania jakie miała publiczność wobec drugiej płyty Gagi przerosły realia jakie faktycznie mogła ona osiągnąć. Po jej premierze z wielkim hukiem pękła epicka, spekulacyjna bańka w której znalazł się ten album na wiele miesięcy przed jego wydaniem, a popularność Gagi wpadła w długi okres bessy.

Rozmaite mainstreamowe prawidła i komercyjne wyniki płyty nie zmieniły jednak faktu, że Born This Way to prawdziwy electro – disco – popowy rollercoaster wypełniony po brzegi chwytliwymi, naprawdę dobrymi numerami. Nie ma tutaj zbędnego brzmieniowego nudziarstwa – niemal wszystkie utwory charakteryzują wielkie, wrzynające się w głowę melodyjne refreny. W Born This Way podoba mi się to, że pop w wykonaniu Lady Gagi jest bardzo heavy i czerpie garściami z dokonań rocka i disco lat 80. Numerów takich jak dudniący, ejtisowy, electro – rockowy Marry the Night, seksowny a zarazem brudny Heavy Metal Lover, surowy, synth – techniczny Government Hooker czy inspirowany eurodisco Scheiße nie da się zapomnieć. Nigdy nie zapomnę też jak od dźwięków singlowego Born This Way trzęsła się cała kamienica w której swego czasu mieścił się legendarny krakowski klub Kitsch. Parkiet dosłownie pękał w szwach. Gdy do tego zestawu dodamy atmosferyczną, trochę leniwie wybrzmiewającą Bloody Mary, potężną, pop – rockową balladę You And I i absolutnie genialny, hymnowy, zamykający płytę The Edge of Glory mamy już pełnię szczęścia. To jedne z najlepszych nagrań, jakie wyszły spod ręki Lady Gagi. Pod kątem produkcyjnym Born This Way jest totalną jazdą bez trzymanki, która czyni z tego albumu jeden z najciekawszych produktów współczesnego popu.

Gwiazdy popu dlatego nimi są, ponieważ robią komercyjną, lekką, wpadającą w ucho muzykę, a jeżeli zaczynają swoją rolę traktować zbyt poważnie i są w tej powadze zbyt nachalne często spotykają się z niezrozumieniem odbiorców, którzy zwyczajnie przenoszą swoje zainteresowanie na kogoś innego. Tak naprawdę tylko nielicznym gwiazdom udaje się pchnąć swój status do rangi ikony. Gagę na szczyt sławy w błyskawicznym tempie wywindowała ekstrawagancja na olbrzymią, niespotykaną dotąd skalę. Rozbuchane ambicje w pewnym sensie pozwoliły artystce nader poważnie potraktować swoją nową pozycję. Nie jest tajemnicą, że Gaga od początku patrzyła na swoją karierę przez pryzmat karier takich ikon jak Madonna, David Bowie, Prince czy Whitney Houston. Przy okazji prac nad drugą płytą doprowadziło to do powstania pretensjonalnych lirycznie hymnów w których Gaga mianowała się na rzeczniczkę i obrończynię outsiderów z całego świata ładując armaty w Bad Kids, Americano, Born This Way, Hair czy Black Jesus + Amen Fashion. Kiedy odbiorcy skonfrontowali te nagrania z mnogością wybitnie osobliwych wizerunków sprzed kilkunastu miesięcy wielu miało problem z odebraniem ich w sposób taki, jak chciała tego wówczas Gaga. Królowa absurdalnych dziwactw wyniesiona dzięki nim na piedestał nagle zamienia się w bohaterkę walczącą o prawa ludzi wyoutowanych z życia społecznego. W ten sposób w oczach wielu odbiorców mainstreamu Gaga stała się w tamtym czasie karykaturą samej siebie.

Powierzchowne podejście wielu osób do wczesnej twórczości Lady Gagi w momencie wydania nie pozwoliło na należytą ekspozycję wszystkich atutów albumu Born This Way. Dzisiaj, z perspektywy dekady i późniejszych dokonań artystki można spojrzeć na ten album tak, jak wytwórnia i sama Gaga chcieli, by był on postrzegany od samego początku – należy go rozpatrywać w kategorii albumu ikonicznego, a nawet magnum opus początkowego etapu kariery Lady Gagi. Jest to producencki top of the pop, całościowo mocno wyróżniający się na tle wielu mainstreamowych albumów wydanych w tamtym czasie. Jest to także w całej swojej niedoskonałości bardzo dokładne odbicie tego, co kotłowało się w głowie Lady Gagi po wydaniu debiutanckiego krążka. Jeżeli więc kojarzysz ten album głównie z singlowym materiałem, w dziesiątą rocznicę jego wydania warto dać mu szansę wybrzmieć jeszcze raz – tym razem w całości.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s