
Kiedy w Polsce w 2011 roku startowała pierwsza odsłona programu X – Factor, w rodzimym kraju tego formatu, Wielkiej Brytanii odbywała się już ósma edycja. To w trakcie jej trwania, podczas etapu Bootcamp, powstał girlsband Little Mix, który następnie, jako jedyny w historii żeński zespół wygrał brytyjską edycję. W ciągu kolejnej dekady zespół wydał sześć albumów studyjnych, które wywindowały grupę na podium najlepiej sprzedających się girlsbandów w historii muzyki. W 2022 roku, po odejściu jednej z członkiń, Jesy Nelson, grupa podjęła decyzję o zawieszeniu działalności, co umożliwiło pozostałym trzem dziewczynom skupienie się na karierach solowych. Mimo, że wszystkie od tamtego czasu wydały po kilka singli, to Jade Thirlwall jako pierwszej udało się niedawno wydać pierwszy, w pełni długogrający solowy album studyjny. Normalnie nie spodziewałbym się po takiej premierze niczego specjalnego, ponieważ repertuar Little Mix nigdy nie był w orbicie moich zainteresowań muzycznych. Po trafieniu na kilka singlowych numerów Jade postanowiłem jednak zapoznać się z resztą albumu. Czy to możliwe, że mogłem trafić na jeden z ciekawszych popowych debiutów w ostatnim czasie?
Debiut Jade został opatrzony krzykliwym tytułem That’s Showbiz Baby! i okładką przedstawiającą różne wersje jego autorki: Chciałam, by okładka odzwierciadlała ideę „wielu Jade”. Album jako całość opowiada o moich doświadczeniach z branży [muzycznej], o tym jak musiałam w niej pełnić wiele ról i poruszać się w tej przestrzeni, więc jest na nim wiele odniesień, takich jak piosenki o lalkarstwie czy marionetkach na sznurku. Chciałam, żeby grafika reprezentowała ideę, że teraz dowodzi „wielka Jade” – to ja steruję tym statkiem! Jednym z moich odniesień był Willy Wonka. Nie wiem, czy widzieliście oryginalny film, ale kiedy byli w laboratorium, skurczyli się do mniejszych wersji samych siebie. Podobał mi się ten kliniczny aspekt. […] That’s Showbiz Baby! to rodzaj śmiechu z własnej traumy. Stało się to dla mnie stałym żartem, „to po prostu showbiznes kochana!”, za każdym razem, kiedy w moim życiu działo się coś złego, czy dobrego. Słuchając poszczególnych piosenek, nie da się ukryć, że Jade udało się je doskonale odzwierciedlić w formie tekstowej i wizualnej. Wydając płytę tak kompletną, Brytyjka zaskoczyła niejednego słuchacza, dokładnie w myśl swojego założenia po odejściu z Little Mix: Tak naprawdę wciąż jest tak wiele osób, które mnie nie znają. Nie wiedzą, wiele o mojej twórczości, ani o tym co potrafię napisać sama. Kiedy już zaczęłam pisać i wciągnęłam się w to, bardzo spodobała mi się myśl o miłym zaskakiwaniu ludzi!
Premierę płyty poprzedziło wydanie aż siedmiu singli. Pierwszy, eksplorujący pop, elektronikę i electroclash Angel of My Dreams ukazał się ponad rok temu. W ten pełen zwrotów akcji, bezkompromisowy, testujący granice popu numer interpolowano fragmenty utworu Sandie Shaw Puppet on a String, który w 1967 roku zapewnił Wielkiej Brytanii 1. miejsce w konkursie piosenki Eurowizji. W teledysku, będącym opowieścią w stylu „od zera do milionera”, nie da się nie zauważyć inspiracji teledyskami Lady Gagi, Madonny, Mariah Carey, Kylie Minogue czy Christiny Aguilery – Jade prezentuje się tutaj w aż 11 stylizacjach! Inspiracji ikonami disco – Diany Ross czy Donny Summer, nie zabrakło w mieniącym się funkiem i disco lat 70., wpadającym momentami w post disco z początków lat 80. utworze Fantasy. Gdyby Dua Lipa, Jessie Ware czy Kylie Minogue wciągnęły ten kawałek na tracklisty swoich ostatnich wielkich tanecznych projektów, byłby on bez wątpienia, w każdym przypadku, jednym z ich najmocniejszych ogniw. Numerem, który jako pierwszy skierował moją uwagę na osobę Jade był z kolei electro – popowy, klasycznie skonstruowany FUFN (Fuck You For Now) wsparty cholernie infekującym głowę refrenem, ujawniającym zdolność Jade do tworzenia radiowych, niezwykle nośnych melodii. Jest to także sygnał dla młodszych fanów, że Jade nie będzie się bała poruszać różnych, często kontrowersyjnych kwestii. Na electro – popową, emanującą chłodną, synth – popową nostalgią modłę uszyto z kolei Plastic Box, do którego Jade stworzyła teledysk nawiązujący m.in. do Don’t Tell Me Madonny.
Pomiędzy głównymi czterema singlami Jade w ciągu ostatniego roku opublikowała także trzy single promocyjne – Midnight Cowboy, IT Girl oraz Unconditional. Pierwszy z nich jest jednym z najmocniejszych ogniw That’s Showbiz Baby!. Ten klubowy, wsparty mięsistym basem numer przywołuje mi na myśl dokonania Beyoncé – wokal Jade przypomina mi tutaj Bey z Naughty Girl, brzmienie utworu z kolei zawiera w sobie mroczny vibe albumu Beyoncé z 2013 roku. W tym wszystkim najbardziej zaskakuje mnie to, że inspirując się Bey, Jade wciąż jest sobą. Nie można powiedzieć, że utwór jest typową zrzynką, raczej przybiera formę zmyślnej, rozwijającej się w zaskakującą stronę inspiracji, będącej dużym ukłonem w stronę społeczności niebinarnej. IT Girl, z którego Jade zaczerpnęła tytuł płyty, jest bezpardonowym strzałem w branżę muzyczną, w której nie brakuje mężczyzn chcących wykorzystać kobiety na jak najwięcej sposobów. Kolejny klubowy banger, w którym Jade bawi się wokalem, przechodząc z melodramatycznych zwrotek w przepełnione pewnością siebie, zwariowane refreny. Podobnie można powiedzieć o opublikowanym dwa dni przed premierą albumu, napędzanym przez oldschoolowe disco a la Pet Shop Boys Unconditional, będącym listem miłosnym Jade do matki, która w dniu powstania tej piosenki była w szpitalu.
Wszystkie z wymienionych singli złożyły się na pierwszą część albumu, z kolei zupełnie premierowe utwory wypełniły pozostałą część krążka. Nie da się ukryć, że wszystkie wymienione wyżej single postawiły poprzeczkę na tyle wysoko, że pozostałym, wypełniającym drugą część albumu kawałkom jest ją momentami ciężko przeskoczyć. To tutaj znajdują się numery, które zaniżają ocenę całości i gdyby zostały usunięte, wyszłoby to całemu wydawnictwu na korzyść. Najgorszym momentem That’s Showbiz Baby! jest utrzymane w stylu r&b, mocno zalatujące Arianą Grande i podejmujące temat seksu oralnego Lip Service. Przy takim stężeniu charakternych, bardziej electro – popowych kawałków jakie występuje na tej płycie, ta zabawna lub jak kto woli, durna, napisana wspólnie z Tove Lo piosenka wypada jednak niebywale kiepsko. Podobnie sprawa wygląda z mieniącym się alt – r&b utworem Glitch. Może i jest to kompozycja świetnie pasująca do klubu, ale pod koniec trochę psuje efekt zaskoczenia, który udało się osiągnąć Jade na początku płyty. Bardzo średnio wypada także Self Saboteur, mimo, że w ciekawy sposób rozpracowano w nim wokal Jade. Wielu osobom może się też podobać poprzez podobieństwo do nagrań Robyn.
Pazura nie można odmówić zaskakująco wykończonemu Headache oraz, o dziwo, jedynej w całym zestawie balladzie Natural at Disaster. Jade udowadnia nią, że świetnie odnajduje się także w nieco skromniej i inaczej zaaranżowanej przestrzeni, a fakt, że numer, jak na balladę jest stosunkowo krótki, nie powoduje zbytniego znużenia pod koniec płyty. Mamy tu dojrzały, pełen emocji wokal, riffy, jest potężny bas – wszystko, co zrobi z tej ballady prawdziwe wydarzenie w trakcie koncertu na żywo. Ciekawą pozycją jest utrzymany w stylistyce disco Before You Break My Heart, sprytnie samplujący Stop! In the Name of Love legendarnego girlsbandu The Supremes popularnego w latach 60.. Tak powinno się samplować starsze kawałki! Ciekawostką jest fakt, że w piosence wykorzystano także wokale Jade, która śpiewała jej fragmenty kiedy jeszcze była małą dziewczynką. To pod to amatorskie nagranie z dzieciństwa Jade i producenci skomponowali całą piosenkę. Płytę zamyka Silent Disco – zaskakująco intymna, delikatnie potraktowana syntezatorami piosenka o miłości i wewnętrznym spokoju, którą Jade uważa za jedną ze swoich ulubionych w całym zestawie.
Debiut Jade to inteligentny, seksowny, zabawny, charakterny i przede wszystkim świetnie wyprodukowany album, jakiego w życiu nie spodziewałbym się po dziewczynie, która tyle lat spędziła uwięziona w szponach konwencjonalnego r&b, popu i dance – popu, jaki był wizytówką zespołu Little Mix. Tak dopracowany, różnorodny i emanujący charyzmą krążek plasuje Jade bardzo wysoko wśród wschodzących gwiazd współczesnego brit – popu. Nie mam do końca przekonania, czy management artystki wykorzystał cały potencjał tkwiący w tym projekcie. Pewne przesunięcia daty premiery płyty czy wydawanie singla za singlem, wskazujące raczej na desperackie oczekiwanie na przebój, który stanie się błogosławieństwem całego tego przedsięwzięcia śmierdzi mi najgorszymi doświadczeniami typowych gwiazd popu tj. Ava Max czy Rita Ora. Nie przeczę, że całej płycie przydałby się wielki przebój, coś o wiele większego od Angel of My Dreams. Może jakaś ciekawa współpraca, jakiś featuring – remiks, który pozwoliłby na zwiększenie zasięgów artystki w streamingu? Idealną okazją na coś takiego byłaby edycja deluxe albumu, o której sporo mówi sama Jade. Przydałoby się popracować nad ekspozycją w USA, która jest niestety fatalna, a na That’s Showbiz Baby! wcale nie brakuje materiału, który z powodzeniem mógłby uwieść tamtejszych słuchaczy. Może się mylę w swojej ocenie co do kampanii promocyjnej tego projektu, ale bez względu na to, czy w tej ocenie mam rację, czy nie, trzymam kciuki za to, by mając taki talent pod swoimi skrzydłami, wytwórnia Jade zrobiła w przyszłości wszystko, by uczynić z niej nie lokalną, a globalną gwiazdę współczesnej muzyki pop.
