Céline Dion – Courage (2019)

Céline Dion | Courage | 15 XI 2019 | ★★★★★

Mając do wyboru francuskojęzyczny i anglojęzyczny materiał od Céline Dion zdecydowanie chętniej sięgam po ten pierwszy. Rodzimy język Dion jest tym, w którym gwiazda wyraża siebie naprawdę. W żadnej anglojęzycznej piosence diwa nie odmalowała i prawdopodobnie nigdy nie odmaluje prawdziwych emocji tak, jak robi to na swoich francuskich płytach. Mniej więcej od dwóch dekad, angielskie płyty Kanadyjki przypominają bardziej dziwne, muzyczne konglomeraty będące zbieraniną rozmaitych stylów, w których gwiazda niejednokrotnie wypada bardziej komicznie, niż autentycznie. Jakość wydawanych przez nią angielskich płyt kompletnie nie idzie w parze z statusem supergwiazdy, który Dion wypracowała sobie w latach 90. Mimo ogromnej sympatii jaką ją darzę, to jest fakt – angielskie płyty są mniej więcej od dwóch dekad najsłabszą stroną Céline Dion. Czy albumem Courage artystka odmieni ten stan rzeczy?

Podobnie jak na wydanym w 1997 roku bestsellerze Let’s Talk About Love, Céline Dion postanowiła na Courage zadowolić wszystkich potencjalnych odbiorców. Upchnęła tutaj wszystkie możliwe topowe gatunki będące teoretycznie w jej zasięgu: począwszy od EDM-u, przez klasyczne fortepianowo – smykowe ballady, r&b a nawet reggae. Zaskoczyło mnie jednak to, że mimo tak licznej i różnorodnej autorsko – producenckiej masy zaangażowanej w powstawanie tej płyty, udało się całość zmiksować tak, by utrzymać jej brzmienie na względnie jednolitym poziomie. Poza rażąco odstającym od całości EDM-owym Flying On My Own krążek jest w miarę spójny i sprawia wrażenie bardziej przemyślanego, niż ktokolwiek mógłby się tego po nim spodziewać.

Gdyby z płyty pozbyć się nieudolnie patetyzujących ją ballad, całość możnaby opisać jako całkiem przyjemną wędrówkę przez utrzymane w średnim tempie, zgrabne, nowoczesne, szyte pod radio nagrania. Ile w tych numerach jest jednak samej Céline Dion? Przykro to pisać, ale niewiele. Mając za sobą blisko trzy dekady międzynarodowej kariery i głos rozpoznawalny w niemal każdym zakątku świata, odśpiewanie i nadanie własnego wyrazu utworom autorstwa tak charakterystycznych i osłuchanych person świata muzyki jak Sia, David Guetta, LP czy Sam Smith niestety tym razem przerosło piosenkarkę. Największym orężem, którym Kanadyjka jest w stanie wygrać anglojęzyczną piosenkę jest jej głos. Gdyby Céline zaśpiewała większą część albumu w charakterystycznej dla siebie intonacji, w której zazwyczaj wykonywała swoje nagrania, bez naśladowania współczesnych, pozbawionych połowy jej umiejętności wokalnych gwiazd może byłoby jej łatwiej uwiarygodnić nowe nagrania.

Na Courage Céline Dion najbardziej przegrała z kompozycjami autorstwa Sii. Modelowym przykładem jest Heart of Glass, które brzmi jakby zostało żywcem wyrwane którejś z ostatnich płyt Furler. W podobną pułapkę wpadła ostatnio nawet sama P!nk w umieszczonym na Hurts 2B Human numerze Courage. Bardzo słabo wypadło także Baby, które w przeciwieństwie do Heart of Glass w ogóle nie pasuje repertuarowo do samej Céline Dion. Nie wiem jak to możliwe, że ta piosenka do niej trafiła. Duch Sii w postaci mocno przebijających się chórków nawiedza Kanadyjkę nawet w jednym z najmocniejszych ogniw płyty, przywodzącym na myśl najlepsze dokonania Dion z lat 90. Lying Down.

W zgrabnym, ujmującym genialnym refrenem Change My Mind mocno przebija się LP. Kolejne mocne ogniwo Courage nie brzmi do końca autentycznie tylko przez to, że zostało namaszczone bardzo charakterystyczną produkcją, osłuchaną w radiu w postaci Lost on You czy Girls Go Wild. Współczesna producencka słabość wychodzi za to z How Did You Get There do złudzenia przypominającego melodię znaną z Love On the Brain Rihanny. Mimo innego teamu pracującego nad obydwiema piosenkami zrobienie ich brzmieniowego mash-upu byłoby dla kogoś wtajemniczonego w ten temat dziecinnie prostym zadaniem. Szczytem wszystkiego jest jednak wyprasowanie wokalu Dion przez auto-tune w wspomnianym już wcześniej EDM-owym Flying On My Own. Brzmi to tak jakby ktoś miał chrapkę na zrobienie z Céline Dion drugiej Cher. Nie od dziś wiadomo, że Céline jest trochę szaloną, zwariowaną i mającą do siebie sporo dystansu kobietą. Nie rozumiem jednak jak mogła dać się namówić na rozpoczęcie swojej nowej płyty taką tanią, elektroniczną chałturo -szyderą. Od razu przypomniała mi się tandetna, eurowizyjno – dance’owa wersja Sorry For Love z A New Day Has Come. Koszmar!

Mocną stroną diwy od zawsze były pompatyczne, fortepianowo – smykowe ballady. Tego typu nagrania nie mają jednak w dzisiejszych czasach przebicia, ani siły rażenia, którą miały w latach 90. Na Courage, z wyjątkiem majestatycznej Lying Down nie ma żadnej magnetyzującej, mainstreamowej ballady w stylu chociażby Because You Loved Me. Ballady Falling In Love Again, For the Lover That I Lost czy I Will Be Stronger trochę giną w starciu z współcześnie zaaranżowanymi produkcjami typu Lovers Nevers Die, How Did You Get There czy Look At Us Now. Wybija się oszczędne i bardzo wymowne tytułowe Courage, jednak jako singiel utwór ten nie ma praktycznie żadnej wartości repetytywnej, podobnie zresztą jak wcześniejsze, utrzymane w średnim tempie Imperfections. Brakuje zdecydowanego, bezceremonialnego wokalnego uderzenia, które budziło kiedyś w utworach Dion wielkie wow i generowało w słuchaczach natychmiastową chęć nabycia jej albumu.

Courage jest całościowo poprawną, dobrze wyprodukowaną płytą skrojoną głównie pod gusta współczesnych słuchaczy. Momentami nuży, czasem śmieszy, przywiedzie na myśl stare, dobre czasy, ale niczym szczególnym nie uwiedzie. Czy Céline Dion potrzebna jest aż tak mocna reorientacja na młodszą grupę docelową? Niekoniecznie. Diwa ma tak mocną bazę fanów, że jeszcze długo z fizyczną sprzedażą płyt będzie zostawiała w tyle wszystkie stare wyjadaczki a hale koncertowe będzie miała wypełnione po brzegi. Nagrywając płytę taką jak Courage jawi się jednak dzisiaj jako ta, która swoje rekordy już pobiła, a ikoniczne szlagiery już nagrała. Taki album jej nie zaszkodzi, ale nikogo nowego do niej nie przekona. Najsłabszym ogniwem tego projektu jest mało Céline Dion w Céline Dion. Mierząc się z tą płytą trzeba jednak zadać sobie pytanie – czy i ile było jej więcej przykładowo na Loved Me Back to Life czy Taking Chances? Chcecie 100% Céline Dion – wróćcie do D’eux, Sans attendre czy Encore un soir.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s