
Czczenie wydawniczego dorobku Madonny w ramach umowy z wytwórnią Warner, którą Królowa Popu ogłosiła cztery lata temu w swoje urodziny zdaje się przechodzić z tempa ślimaczego w żółwie. Światło dzienne ujrzała właśnie spóźniona o rok niespodzianka z okazji 30. rocznicy wydania albumu Bedtime Stories – minialbum The Untold Chapter. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że sama Madonna zapowiedziała wydawnictwo już w lutym, tylko po to, by milczeć na jego temat przez kolejne miesiące i znienacka wydać zupełnie inny projekt, powiązany z albumem Ray of Light, mini – remix – album Veronica Electronica. Z każdym takim ruchem umiera moja nadzieja, że reedycje zawierające nowe nagrania czy katalogowe wznowienia starszych albumów M będą wydawane w czasie, w którym faktycznie powinny się ukazać, by wykorzystać hype związany z okrągłymi rocznicami powiązanych z nimi studyjnych premier sprzed lat. Zastanawiam się, czy dla Warnera są to tak marginalne projekty, że nie ma dla nich znaczenia co i kiedy pojawi się na rynku, czy Madonna tak komplikuje cały proces swoimi decyzjami, czy może podjęcie tematu takiej premiery uprzednio wcześniej przekracza możliwości obecnego teamu zajmującego się tą działką. To przykre, ale większość działań w zakresie katalogu M sprowadza się póki co do krótkiego, niewypowiedzianego, acz oczywistego i pogardliwego komunikatu dla jej fanów: „cieszcie się, że w ogóle coś dostajecie”.
Madonna zawsze była znana z tego, że musi kontrolować wszystko, co jest wydawane pod jej nazwiskiem. Nic nie może ukazać się oficjalnie bez jej akceptacji, tracklisty jej wydawnictw często zmieniają się w ostatniej chwili, a poszczególne numery czy starsze remiksy podlegają niezliczonym edycjom, co dodatkowo wydłuża proces wydawniczy. Prawdopodobnie te i zapewne jakieś bliżej nieznane nam, dodatkowe czynniki złożyły się na kilkumiesięczne opóźnienie w premierze The Untold Chapter. W sumie to zaskakujące, że Madonna poświęciła aż tyle czasu na projekt powiązany z płytą, która, pomijając albumy wydane w erze Interscope, w jej studyjnym katalogu znajduje się bliżej sprzedażowego ogona niż topu. Z punktu widzenia popularności poszczególnych wydawnictw na początek katalogowych wskrzeszeń logiczniejsze wydawałoby się wydanie czegoś powiązanego z takimi bestsellerami jak Like a Virgin czy Like a Prayer, które też miały niedawno okrągłe rocznice. Dostaliśmy co prawda remix – album Veronica Electronica powiązany z Ray of Light i streamingową edycję rozszerzoną Confessions on a Dance Floor. Pierwszy z tych projektów to wydana w środku lata mielonka jednych i tych samych remiksów, kompletnie zmarnowana szansa na naprawdę intrygującą eksplorację ery z 1998 roku, natomiast Confessions pojawił się w zasadzie z dnia na dzień, bez większego echa. Sukcesem w tym drugim przypadku jest jednak to, że udało się tę edycję skompilować idealnie na 20. rocznicę premiery. Ma to zapewne jednak związek z zapowiedzianą na przyszły rok kontynuacją tej płyty. Powrót do ery Bedtime Stories wydaje się więc być uzasadniony głównie ogromnym sentymentem Madonny do tego albumu, który zgodnie z jej słowami jest jednym z ulubionych w jej dorobku.
Jak na jeden z ulubionych momentów kariery, powrót w tamte czasy w takiej, a nie innej postaci określiłbym jako co najmniej skromny. Madonna wciąż pilnie strzeże dostępu do sejfu z niewydanymi utworami, ponownie ujawniając fanom absolutne minimum. Każdy jej fan wie, że podobnie jak w erze Ray of Light, tak i w okresie Bedtime Stories powstało tyle materiału, że można byłoby zrobić z niego nie mini a mega album. Nie zaskakuje mnie więc pominięcie większości materiału nagranego z Shepem Pettibone – klubowej (!), pierwszej wersji Secret – Something’s Coming Over Me, wczesnej wersji Inside of Me – I Will Always Have You czy nieznanych, ale zarejestrowanych numerów takich jak Bring It, Goodtime czy Tongue Tied. Miejsce na The Untold Chapter znalazło się jedynie dla wczesnej wersji demo utworu Love Won’t Wait, które nota bene krąży po Internecie już od 2012 roku. Piosenka, skądinąd całkiem wdzięczna w swoim wyrazie, została w 1997 roku sprezentowana byłemu członkowi Take That, Gary’emu Barlowowi, który nagrał własną wersję z myślą o swoim debiutanckim albumie, zaliczając z nią nawet szczyt brytyjskiej singlowej listy przebojów.
Na dobrą sprawę jedynym nieznanym, zupełnie premierowym utworem na The Untold Chapter jest napisany i wyprodukowany wspólnie z Dallasem Austinem numer Right on Time. Bardzo miłe zaskoczenie, zwłaszcza, że jest to piosenka, która do tej pory nie wyciekła do Internetu! Wszystkie pozostałe „nowości” albo znalazły się wcześniej w Internecie, albo ukazały się już wcześniej na różnych wydawnictwach, tak jak np. utwór Freedom. Oszczędnie zaaranżowany, oparty głównie na wokalu utwór pojawił się już w 1997 roku na charytatywnym albumie Carnival! poświęconemu lasom deszczowym. Dzisiaj ma swoją oficjalną premierę na wydawnictwie Madonny. W przypadku utworu Let Down Your Guard sytuacja jest mniej złożona – w wersji Rough Mix Edit ukazał się on już na fizycznym singlu Secret. Nieopowiedziany rozdział przynosi go w wersji skróconej Rough Single Mix. Pozostałe utwory to remiksy, które wcale nie cieszą się dzisiaj popularnością, a Madonna z niewiadomego powodu kocha do nich wracać, edytować je i z mikro zmianami publikować ponownie, mimo, że wszyscy je już słyszeli. No dobra, nie wszyscy. Don’t Stop – Original Demo Edit oraz Survival – Quiet Storm Demo Remix nie były wcześniej publikowane. Wsparte mięsistym basem krótkie tracki, których naprawdę dobrze się słucha. Poza tym nowość, to zawsze nowość. Nie rozumiem jednak po co Madonna po raz kolejny wraca do Secret – Allstar Mix oraz średniego Human Nature – Howie Tee Clean Remix? Naprawdę nie można było wstawić w to miejsce Something’s Coming Over Me w wersji Pettibone’a na który tak wszyscy czekali, albo jakiegokolwiek innego niewydanego numeru?
Najbardziej na The Untold Chapter brakuje I’d Rather to be Your Lover w duecie z Tupacem Shakurem – rozumiem jednak, że brak tej piosenki jest podyktowany prawami autorskimi, które w tym przypadku nie były łatwe do ogarnięcia. Fajne jest to, że wraz z tą płytą powrócono do sesji zdjęciowej, którą z myślą o Bedtime Stories zrobił Paolo Roversi. W pierwotnym zamierzeniu zdjęcia, które dzisiaj zdobią The Untold Chapter miały być częścią bookletu płyty z 1994 roku. Zgodnie z słowami Madonny w wywiadzie dla Aperture z 1999 roku ludzie z wytwórni byli przerażeni jak je zobaczyli i uważali, że są zbyt rozmazane i nie będą się dobrze oglądać. Zły odbiór pierwszej sesji przez Warnera spowodował zatrudnienie Patricka Demarcheliera do kolejnej, w trakcie której powstała okładka płyty. Kilka ujęć z sesji z Roversim zostało później wykorzystanych przy singlowym wydaniu utworu Bedtime Story. Dzisiaj ludzie z Warnera nie są już tacy przerażeni, a na okładkę The Untold Chapter trafiło naprawdę piękne zdjęcie M, które jest świetnym wabikiem na fizyczne wydanie tego krążka. Dodatkowo do wersji winylowej dorzucono 3 pocztówki z niepublikowanymi wcześniej ujęciami z tej sesji.
Bedtime Stories jest ważnym etapem w karierze Madonny. To album, który wyciszył ją po seksualnej rewolucji, skłonił do refleksji nad sobą oraz otworzył jej umysł na sprawy duchowe stając się zalążkiem prawdziwego restartu jej kariery wraz wydaniem przełomowego albumu Ray of Light w 1998 roku. Początkowo projekt Bedtime Stories miał być lżejszą wersją Erotiki. Prace nad płytą bardzo szybko ewoluowały, Madonna podjęła współpracę z zupełnie nowymi producentami finalnie prezentując się światu w stonowanej, bardziej przyjaznej odsłonie. The Untold Chapter pokazuje proces dochodzenia do finalnego efektu w bardzo oszczędnym wydaniu. To dobrze, że zapowiedziane w 2021 roku katalogowe wydania w końcu się materializują. Forma, którą przybiera powrót do muzycznej przeszłości Madonny pozostawia niestety wiele do życzenia. The Untold Chapter jest o wiele ciekawszym wydawnictwem niż wydana latem Veronica Electronica, ale pozostawia ogromny niedosyt. To, co byłoby fajną nowinką z tej ery zostało w sejfach Madonny. Pozostaje liczyć na to, że za jedną lub dwie dekady Warner wreszcie wyciągnie z nich te skarby. Dzisiaj nieopowiedziany rozdział pozostaje więc mocno niedopowiedziany.
