Madonna – Like a Prayer (1989)

likeaprayer
Madonna | Like a Prayer | 21 III 1989 | ★★★★

1989 rok. Od ostatniej studyjnej płyty Madonny minęły 3 lata. Sława, o którą Madonna tak zabiegała zaczęła odbijać się jej czkawką – sukcesy na polu zawodowym nie szły w parze z życiem prywatnym gwiazdy. Madonna nie mogła dopuścić, by rozpad małżeństwa z Seanem Pennem wpłynął na usłaną sukcesami karierę, o którą kilka lat temu tak zacięcie walczyła. Nastał idealny moment, by osobiste porażki i bolączki z przeszłości przekuć w najbardziej dojrzałą płytę w swoim dorobku. Płytę, której sukces miał zapewnić Madonnie dodatkowe poczucie bezpieczeństwa, rozumiane jako umocnienie swojej pozycji na rynku muzycznym, znajdującym się u progu nowej dekady. W jakim położeniu Like a Prayer ustawił karierę Madonny w tamtym czasie? Jak wpłynął na jej dalsze dokonania? Z jakiej masy doświadczeń się zrodził? Dlaczego po 30 latach od premiery nadal jest uznawany za jeden z najlepszych w jej karierze?

Produkt pierwszej klasy. Szlagier ponad szlagierami. Muzyczne sacrum i wizualne profanum. Ponadczasowy hymn, którego nie da się mieć dość. Taki jest singlowy pop-rockowo-gospelowy Like a Prayer. Dzięki Ci Panie, że pozwoliłeś mi wychować się w erze takich klasyków, a nie generycznego chłamu bez żadnej wartości i jakości. Skandal wywołany przez teledysk do tytułowego nagrania i wycofanie się Pepsi z wielomilionowego kontraktu z gwiazdą miało osłabić promocję nowej płyty Madonny. Stało się jednak przeciwnie.

Madonna utwierdziła się w przekonaniu, że po takim zamieszaniu, skandal będzie od tej pory nie tylko jej znakiem rozpoznawczym i maszynką do generowania sukcesu, ale i spiritus movens do otwierania ludziom oczu na ważne dla niej zagadnienia. Jak sama przyznała w wywiadzie dla SongTalk Magazinie promującego Like a Prayer: Sądzę, że sztuka powinna być kontrowersyjna, powinna pobudzać do myślenia. Powinna skłaniać ludzi do zastanowienia się nad tym, jakie wartości wyznają, a jakich nie. Nawet jeśli nie wyznają akurat tych – też dobrze. Rzeczywistość to opium dla mas. Usypia. Dobrze jest walnąć ludzi między oczy tego typu treściami i sprawić, by zaczęli się zastanawiać nad pewnymi kwestiami.

Like a Prayer dodał Madonnie odwagi i ogromnej pewności siebie, czyli czegoś, czego tak naprawdę do końca nie miała w dzieciństwie, ani przed wydaniem tej płyty. Obnażając się ze swoich przemyśleń na temat matki, ojca, związku, wiary, bólu śmierci, dorastania i odchodzenia zrozumiała, że nie musi non stop zgrywać się przed publicznością i może także pozwolić sobie na bycie sobą. Miała potrzebę bycia szczerą do bólu. Tak osobistych i ujmujących prostotą ballad jak fortepianowo – smykowa, traktująca o śmierci matki Promise to Try, czy opowiadająca o autorytetach, które odegrały rolę w jej  życiu (w tym o ojcu), bogato zaaranżowana Oh Father próżno szukać na późniejszych wydawnictwach piosenkarki. Z rozpadem swojego małżeństwa rozprawiła się „śmiejąc się przez łzy” w skocznym Till Death Do Us Part. W tej muzycznej trójcy zmierzyła się z swoimi najważniejszymi osobistymi zmorami.

Podzielenie się swoimi doświadczeniami zbliżyło piosenkarkę do fanów. Supergwiazda popu przedstawiła się publiczności z zwykłej, ludzkiej strony. Uwiarygodniła się. Podczas gdy inne gwiazdy pop-rocka coraz bardziej izolowały się od świata, Madonna postanowiła iść alternatywną drogą. Jak sama przyznała – Nie po to wyrwałam się z Michigan, by kryć się po kątach. Bez katharsis, którego doznała na Like a Prayer nigdy nie odważyłaby się nagrać Erotiki. Akceptacja jej bolączek i słabości przez masową publiczność na Like a Prayer i research dokonany w 1990 roku przez Justify My Love otworzyły jej dwa lata później bramę do sforsowania prawdziwej fortecy.

Wydany na drugim singlu, feministyczny hymn Express Yourself wprost katapultował Madonnę do statusu ikony. Ikony, która inspiruje, łamie tabu, nakłania do myślenia, daje energetycznego kopa. Kiedy się bawi – to na całego, kiedy ma coś ważnego do powiedzenia – wali prosto z mostu, ma w nosie utarte schematy. I jest w tym wszystkim perfekcyjna. Kontrowersyjna i magnetyczna. Taka, jakiej do tej pory w świecie muzyki nie było. Nagranie osadzone jeszcze dość mocno w klimacie lat 80. radykalnie zmodyfikowało wizerunek Madonny, do którego przyzwyczajona była publiczność do tej pory. Masy otrzymały dobrze kojarzącą się brzmieniowo Madonnę, prezentującą zupełnie nową jakość w kwestii tworzenia ponadczasowych hymnów i kręcenia wysokobudżetowych, naszpikowanych symbolami wideoklipów. Po Express Yourself mało kto pamiętał w tamtym czasie słodką idiotkę podrygującą na wodach Wenecji w rytm infantylnego Like a Virgin. Madonna ostatni raz w stronę lat 80. mrugnęła okiem wypuszczonym w wakacje, zgrabnym, retro-popowym singlem Cherish. Później długo nie była już taka grzeczna.

Zmierzenie się z własnymi demonami i ukazanie publiczności siebie na Like a Prayer pozwoliło Madonnie osiągnąć wyższy szczebel artystycznego rozwoju. Można dyskutować, czy zamknięcie tej płyty dziwacznym, improwizowanym Act of Contrition było dobrym pomysłem. Można krytykować ekstrawagancko wybrzmiewający ponad inne numery duet z Princem – Love Song. Można dziwić się, że na froncie albumu nie ma twarzy Madonny. Są to tylko niektóre z wielu dowodów na ogromną swobodę w tworzeniu, jaką Madonna otrzymała w tamtym czasie od swojej wytwórni. Z tej swobody zrodziła się jedna z najlepszych płyt w jej karierze. Dzisiaj w świecie mainstreamowej muzyki pop nikt nie ma już takiej wolności w nagrywaniu – nawet Madonna. Dlatego komercyjne rozgłośnie zalewają nas w większości muzyką jałową. Jeżeli zagrają Madonnę – to raczej tą w wersji powierzchownej, efektownej i wykreowanej w stylu Like a Virgin, Material Girl, La Isla Bonita czy późniejszym Hung Up. Zdarzy się i Like a Prayer – bo jest to po prostu popowy majstersztyk, kapitalnie brzmiący w eterze.

Nagranie tak dojrzałego albumu u schyłku słynącej z tańca i zabaw muzycznej dekady, ustawiło karierę Madonny na najlepszym kursie w kierunku nowego, nadchodzącego dziesięciolecia w muzyce. Zaskakując swoich fanów pozyskanych w latach 80. Madonna nie pozwoliła im na znudzenie się sobą. Fani dojrzeli z nią i zostali z nią podczas gdy masa gwiazd lat 80. wypadła w tamtym czasie z gry. Dlatego dosłownie rok po wydaniu Like a Prayer, wchodząc w nową dekadę hitem Vogue i skandaliczną trasą Blond Ambition Madonna osiągnęła absolutny peak swojej sławy. Od tej pory oprócz lub zamiennie z kontrowersją, żelaznym punktem planowania działań przy niemal każdym kolejnym jej projekcie stał się element zaskoczenia.

Like a Prayer to album-pożegnanie z przykurzonymi już mocno w tamtym czasie popowymi brzmieniami lat 80. Jednocześnie jest to płyta-preludium do artystycznych, bardziej dojrzałych projektów realizowanych przez Madonnę w latach 90. Na Like a Prayer gwiazda połączyła swoją klasyczną ejtisowość z bogactwem nowych stylów i brzmień. Madonnę ciągnie w kierunku funku, rocka, retro-popu czy nawet czarnych brzmień z przełomu lat 60. i 70.. W nagrania inkorporowano brzmienie wielu żywych instrumentów – gitar, trąbek, saksofonu, perkusji, fortepianu czy smyków. Wplatając w to swoje najbardziej osobiste przeżycia i przekuwając większość z nich w uniwersalny, dwuznaczny, łączący tematykę religijną i cielesną przekaz, zbliżyła się do publiczności jak nigdy dotąd. Uwiodła krytyków muzycznych, słuchaczy i zapewniła swojej płycie status ponadczasowej – takiej, do której warto wrócić z przyjemnością nawet 30 lat po premierze.

Reklamy

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s