Marilyn Manson – Heaven Upside Down (2017)

mm heaven upside down
Marilyn Manson | Heaven Upside Down | 6 X 2017 | ★★★★

Pierwotnie nowa płyta Marilyna Mansona miała ukazać się 14 lutego 2017 roku pod tytułem SAY10. Do premiery jednak nie doszło, a dopiero po kilku miesiącach Manson ogłosił, że album będzie nazywał się Heaven Upside Down. Przyczyny opóźnienia Marilyn Manson ujawnił w wywiadzie dla magazynu Loudwire. Przyznał, że nie był zadowolony z nowej płyty i dopisał do niej trzy nowe utwory, które okazały się kluczowe dla całego projektu. We wcześniejszych wywiadach gwiazdor zapowiadał, że nowa płyta nie jest w żaden sposób podobna do wydanego w 2015 roku krążka The Pale Emperor, a ludzie, którzy słyszeli nowe nagrania porównywali je raczej do kultowych partii z płyt Antichrist Superstar czy Holy Wood. Nie było moim zamiarem cofać się, ale wszystko zatacza koło i powtarzają się rzeczy, które po prostu stanowią ciebie. [Płyta] została nagrana bardzo szybko, ale jest to najbardziej tematyczny i skomplikowany album, jaki zrobiłem. – tłumaczył gwiazdor. Czy Manson faktycznie powrócił na zlokalizowany w piekielnych czeluściach, opuszczony ponad dekadę temu tron?

Słuchając wydanej blisko dwa lata temu, bardzo dobrze przyjętej ale stonowanej płyty The Pale Emperor oraz poprzedzających ją kiepskich żartów The High End of Low i Born Villain, zapowiedź powrotu do złotych czasów sprzed dwóch dekad można było co najwyżej wyśmiać, niż potraktować poważnie. W jaki sposób Manson może powrócić do tamtych czasów, kiedy jako muzyk, który zawsze był wizualny, stracił swoją obrazową zdolność oddziaływania na ludzką wyobraźnię gdzieś w okolicach wydania składanki Lest We Forget w 2004 roku? Odtworzenie klimatu tryptyku Antichrist Superstar/Mechanical Animals/Holy Wood na dzisiejszym etapie kariery Mansona może być dla niego zadaniem, a wręcz wyzwaniem niebywale karkołomnym. Mierzenie się z doskonałością tamtych czasów słychać na Heaven Upside Down.

Revelation #12 rozpoczyna płytę w deseń początku z Irresponsible Hate Anthem. Numer przywodzi na myśl czasy Antichrist Superstar, jednak zamiast faktycznie śmierdzieć industrialnym klimatem tamtych czasów, co najwyżej lekko nim zalatuje. Jest to jednak całkiem udane otwarcie. Industrialny smród zamaskowany garażowym klimatem czuć dopiero w Tattooed In Reverse. Glam-electro rock trochę w stylu Mechanical Animals, jedna z lepszych kompozycji na całej płycie. Promujący całe wydawnictwo utwór We Know Where You Fucking Live jest jedną z lepszych singlowych historii Mansona w ostatnich latach. Przywodzi na myśl czasy Holy Wood. Nasączone mroczną elektroniką zwrotki stanowią preludium do refrenu eksplodującego agresywnymi, hałaśliwymi gitarami i krzykiem Mansona. Bardzo ekspresyjny utwór lirycznie nawiązujący do tematyki politycznej korupcji i zamachów terrorystycznych.

O ile Revelation #12 zalatywało industrialem, tak SAY10 faktycznie nim już cuchnie. To nagranie zbliża Mansona najbliżej w czasy Holy Wood. Hymn, który porwie tłumy na koncercie. Blady cesarz naprawdę wciela się w rolę diabła wcielonego. Szkoda, że tylko tutaj i że tylko się wciela, a nim nie jest. Zamiast brnąć dalej w piekielne otchłanie Manson chamsko rzuca na stół nijakie, popowe Kill4Me. Nie jestem w stanie opisać poziomu swojej konsternacji po przesłuchaniu tego nagrania. Skąd pomysł na takie byle co w środku całkiem dobrze rozkręcającego się albumu – nie wiem. Bardzo nośne, 8-minutowe Saturnalia przywodzą na myśl klimat lat 80. Manson mocno zainspirował się tutaj nagraniem brytyjskiego zespołu Bauhaus, który w 1979 roku wypuścił prawie 10-minutowe Bela Lugosi’s Dead. Momentami Saturnalia brzmią jak cover tego nagrania, a mruczany przez Mansona chór przypomina mi do złudzenia mruczane fragmenty z Third Day of a Seven Day Binge.

Je$u$ Cri$i$ początkowo przytłacza monotonią, potem pojawiającym się znienacka jazgotem. Dziwny twór z jakimś kompletnie popieprzonym tekstem. Ktoś tu chyba przesadził z śnieżnym, białym pudrem. Blood Honey charakteryzuje filmowy klimat. Niezła, acz przewidywalna ballada ocierająca się to o gotyk, to o industrial. W Heaven Upside Down prym wiodą gitary – akustyczna i elektryczna. Przyjemny utwór i zarazem najjaśniejszy punkt całej płyty, dodatkowo wzbogacony damskimi chórkami. Pasowałby idealnie do poszerzonej wersji The Pale Emperor zawierającej akustyczne wersje trzech utworów z podstawowej wersji płyty. Zestaw zamyka glam-rockowy Threats of Romance wzbogacony partiami granymi na pianinie wydobywającymi się spod gitarowej palety dźwięków.

Pierwsze cztery utwory zawarte na Heaven Upside Down sprawiają wrażenie dobrze przemyślanych, inspirowanych trylogią nagrań, które rozbudzają apetyt na kapitalny ciąg dalszy. Niestety później pojawiają się mniejsze lub większe wyboje, które kierują uwagę słuchacza bardziej w kierunku poprzedniej płyty, a nie w czasy kultowego tryptyku. Heaven Upside Down brzmi jak płyta wstawiona między garażowo-bluesowy The Pale Emperor, a kolejny, być może najmocniejszy z wszystkich album, który dopiero się pojawi. Taka współczesna trylogia, tylko odziana z wizualnych czy lirycznych, skandalizujących efektów katapultujących cały projekt na szczyty społecznego zainteresowania i zdegustowania. Manson bardzo tęskni za byciem diabłem wcielonym. Czy tego chce, czy nie, mimo brzmieniowych, całkiem udanych nawiązań do przeszłości jest mu dzisiaj bliżej do bladego cesarza niż do władcy piekieł.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s