Christina Aguilera – Bionic (2010)

bionic
Christina Aguilera | Bionic | 3 VI 2010 | ★★★★★

Po czteroletniej przerwie Christina Aguilera powróciła w 2010 roku z nowym studyjnym wydawnictwem Bionic. Muzycznie artystka kieruje się w stronę popowych, elektronicznych, futurystycznych brzmień. Zmiany w stylu przez nią reprezentowanym można było zaobserwować przy okazji kompilacji największych hitów Keeps Gettin’ Better: A Decade of Hits, wsłuchując się w zawarte na niej nowe electropopowe kompozycje. Nowe wówczas utwory, były kiepską zapowiedzią materiału, który dostaliśmy od piosenkarki niemal 2 lata później. Kiepska przystawka dla jednych była przesłanką do obaw, że  danie główne nie będzie lepsze, dla drugich nadzieją na to, że główna uczta zrekompensuje niesmak po zakąsce.

Plusem tej płyty jest niewątpliwie to, że Aguilera nie wrzeszczy jak oszalała, tak jak to momentami miało miejsce na Back to Basics. Zgrabnie, w przystępny dla ucha sposób prezentuje swoje umiejętności wokalne, a tego, że je posiada odmówić jej nie można. Niepotrzebnie kontynuuje motyw ze swoich poprzednich płyt, wciskając pomiędzy utwory zupełnie bezsensowne intra, których celem jest chyba tylko i wyłącznie zwiększenie ilości ścieżek znajdujących się na krążku. Okrojenie tej płyty do dwunastu czy trzynastu utworów, zdecydowanie wyszłoby jej na lepsze i podniosłoby jej wartość artystyczną. Płytę przydałoby się okroić z większości ballad, które tutaj po prostu nie pasują i nijak się mają do ikonicznych Beautiful, Hurt czy Mercy on Me. Lift Me Up, You Lost Me, All I Need czy I Am to raczej obniżenie lotów, niż celebracja balladowego, emocjonalnego wcielenia Aguilery. Odprężającym, w miarę przyjemnym wolnym przerywnikiem jest natomiast Sex For Breakfast.

Na Bionic piosenkarka znacznie lepiej prezentuje się w dynamicznych, naładowanych elektroniką kompozycjach – czuć, że to jest prawdziwy trzon tej płyty. Futurystyczny, połamany Bionic, hip-hopowy Woohoo w duecie z Nicki Minaj, brudny, syntezatorowy Elastic Love, nieco latynoski, pulsujący Desnudate w którym artystka śpiewa raz po angielsku, raz po hiszpańsku, przywodzący momentami na myśl disco lat 80. My Girls nagrany w kolaboracji z Peaches czy imprezowe, eksplozywne Vanity z wokalną interpretacją Marszu weselnego Mendellsohna – Aguilera w tych utworach pokazuje, że faktycznie czuje te klimaty. Niczego sobie są również zawarte na wersji deluxe albumu Monday Morning, genialny, kipiący futuryzmem Birds of Prey, czy melodyjna ballada Stronger Than Ever. Utwory te spokojnie mogłyby zastąpić na wersji podstawowej płyty nijaką Prima Donnę, I Hate Boys czy którąkolwiek z rzewnych, odzianych w pseudo-emocje ballad. Prawdziwym koszmarem na wersji deluxe jest natomiast Bobblehead – takie incydenty może nagrywać Gwen Stefani, a nie Christina Aguilera. Największa pomyłka zawarta na tej płycie.

Bionic nie jest w całości złą płytą – jest spóźnioną płytą. Krążek powinien ukazać się mniej więcej w tym samym okresie co The Fame Lady Gagi. Wydanie go w momencie, kiedy Lady Gaga została już okrzyknięta prekursorką nowych, tanecznych, elektronicznych rytmów na pewno nie wpłynęło korzystnie na nowy projekt Aguilery. Błędem było również kopiowanie motywów znanych z teledysku Express Yourself Madonny w wideoklipie do pierwszego singla Not Myself Tonight – wszyscy mówili i pisali tylko o tym, a nie o nowym utworze i bionicznym wcieleniu Christiny. Zamiast podkreślić świeżość swojej muzyki własnym pomysłem na wideoklip, Aguilera bez zahamowań wrzuciła bieg wstecz, na starcie pokazując swoją nową odsłonę jako nie do końca autorską i autentyczną. Anulacja trasy koncertowej, w którą miała ruszyć piosenkarka po premierze płyty stanowiła ostatecznie przypieczętowanie klęski bionicznego projektu. Nie zmienia to faktu, że na płycie znajduje się kilkanaście naprawdę udanych utworów, z których Aguilera może być nie tylko zadowolona, a nawet dumna. 24 ścieżki to za dużo, żeby stworzyć dobry album i stanowi niejako potwierdzenie faktu, że czasem lepiej nie iść w ilość, tylko w jakość. Z tych 24 utworów wchodzących w program całego projektu Bionic stworzyłem swoją osobistą tracklistę albumu, która powinna stanowić według mnie wersję główną wydawnictwa. Druga połowa nagranych na potrzeby tego projektu piosenek mogłaby dla mnie nie istnieć. Ciągną one całą płytę w rejony średniactwa. Bez nich Bionic mógłby być naprawdę udanym, o wiele lepiej ocenionym przez krytykę i publiczność krążkiem.

Moja wersja płyty Bionic:

01. Bionic
02. Not Myself Tonight
03. Woohoo (feat. Nicki Minaj)
04. Elastic Love
05. Desnudate
06. Glam
07. Sex For Breakfast
08. Stronger Than Ever
09. My Girls (feat. Peaches)
10. Vanity
11. Monday Morning
12. Birds of Prey

Reklamy

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s