Kasia Kowalska – 5 (2000)

5kk
Kasia Kowalska | 5 | 13 XI 2000 | ★★★

Jeśli chcesz zobaczyć tęczę, musisz pierw przeżyć burzę. Spoglądając na okładkę 5 można odnieść wrażenie, że nowe millenium zadziałało na Kasię Kowalską niczym katharsis. Artystka wraz z nową płytą postanowiła otworzyć zupełnie nowy rozdział w swojej karierze, zrywając z wizerunkiem pełnej rozterek, pogrążonej w ciężkiej depresji, ubierającej się wiecznie na czarno nastolatki. Pełna obaw, buntownicza dziewczyna wreszcie dorasta i staje się kobietą. Czy zmiana jest faktycznie aż tak duża i wyczuwalna w zawartości albumu? Czy może jednak pod przykrywką nowego wizerunku i dźwięków Kowalska nadal pozostała tą samą dziewczyną, która kiedyś z pełną patosu powagą wyśpiewała Wyznanie, Jak rzecz czy A to co mam?

Pierwszy, promujący wydawnictwo singiel, Nobody… dla wielu znających wcześniejsze nagrania Kowalskiej, mógł być w momencie jego wydania naprawdę dużym zaskoczeniem. W muzyce czuć ogromny powiew świeżości i zmianę kierunku w stronę bardziej komercyjnych, pop-rockowych brzmień. Komputerowe zabiegi nie zdominowały jednak całego utworu, tylko posłużyły jako uzupełnienie żywych, melodyjnych, gitarowych partii. Wyszła z tego całkiem przyzwoita, elektroniczna, pop-rockowa kompozycja, jakich mało w polskiej muzyce po 2000 roku. Utwór posiada smutny tekst, będący wynikiem rozstania, które przeżyła niedawno piosenkarka. Nie jest jednak pełen goryczy tak jak niektóre teksty z Pełnej obaw, która była nagrywana zaraz po rozstaniu. Nobody… to takie zdystansowane, refleksyjne spojrzenie na tę sytuację, w momencie kiedy pierwsze, pełne żalu, skrajne emocje już opadły.

Teksty innych utworów z tej płyty również wyraźnie inspirowane są tamtymi wydarzeniami (Wszystko jest żartem, Znaleźć siłę, Bądź pewny, Będę jak), ale czuć w nich bardziej nadzieję (Znaleźć siłę, Żyję raz, Być tak blisko) na nowe, ale też niekoniecznie lepsze jutro (Czekam, boję się). Depresyjny, manifestacyjny dotąd styl Kaśki ewoluował tutaj w kierunku bardziej wstrzemięźliwej ale nadal podsyconej pesymizmem oceny rzeczywistości i własnych życiowych doświadczeń. Znaczące odciążenie warstwy lirycznej z mocno przygnębiających enuncjacji pociągnęło za sobą także ogólne złagodzenie brzmienia całego albumu. Ciężkie, gitarowe partie ustąpiły miejsca żywemu, bardziej mainstreamowemu graniu. Życiowe zmiany stały się dla Kowalskiej bodźcem generującym konieczność spróbowania czegoś nowego – stąd m.in. tak duża metamorfoza wizerunkowa Kaśki, która w materiałach czy teledyskach promujących 5 stanęła w totalnej opozycji do samej siebie z ery Pełnej obaw

Rockowa gitara pojawia się na 5 dość często, ale nie brzmi już tak zadzierzyście i monumentalnie jak na poprzedniej płycie. Do grona najmocniej brzmiących kompozycji można zaliczyć tutaj Czekam, boję się, Znaleźć siłę oraz Będę jak, które wyraźnie nasuwa skojarzenia z Guano Apes. W gitarowe, zwiewne Moje Katmandu z powodzeniem wpleciono elementy orientalne, od początku aż po zamykający całość gong, który śmiało wybrzmiewa z finalnej instrumentalnej partii utworu. Jeden z najlepszych obok Nobody… momentów tej płyty.

To, co zwraca uwagę na 5 to także bardziej świadome operowanie wokalem przez Kowalską. Rozwrzeszczana, pełna lęków i niepokojów dziewczyna wyraźnie nabiera do siebie dystansu. Zamiast popisywać się i nadmiernie patetyzować przeżywane emocje, śpiewa bardziej intencjonalnie (Bądź pewny, Wszystko jest żartem, Być tak blisko), wzruszająco (Żyję raz), na zwolnionych, bardziej zmysłowych obrotach (Gra rozkoszy) czy refleksyjnie (Nobody…). Nie brakuje jednak momentów charakternych (Będę jak) czy zaśpiewanych agresywnie ale jednocześnie bardzo asekuracyjnie (Czekam, boję się).

5 można zaliczyć do nielicznej grupy soft-fatalistycznych wydawnictw Kasi Kowalskiej. Charakteryzuje ją mocny kurs na bardziej strawne dla ucha klimaty, zarówno w warstwie dźwiękowo-lirycznej jak i wizerunkowej. Unowocześnienie brzmienia i dodanie do niego elektronicznych, klawiszowych czy komputerowo programowanych elementów znacząco wpłynęło na skomercjalizowanie muzyki Kowalskiej. 5 to kopalnia radiowych, melodyjnych, przyjemnych przebojów. Płyta jest jednak nagrana w na tyle przemyślany sposób, że nie razi to jeszcze aż tak bardzo, jak na kolejnych wydawnictwach piosenkarki. Kawał dobrej roboty na światowym poziomie produkcyjnym.


3 uwagi do wpisu “Kasia Kowalska – 5 (2000)

  1. Recenzja w porządku, ale z jednym nie mogę się zgodzić. Mianowicie z tym, że poprzednie płyty Kasi były do siebie podobne. Przecież lekkie Czekając na… zupełnie różni się od rockowej jazdy z Pełnej Obaw. Gemini było czymś po środku, jednak zdecydowanie odbiega klimatem od Pełnej Obaw. Moim zdaniem większym przełomem była właśnie Pełna Obaw, ale to moja opinia. Co do 5, płyta jest w porządku, chociaż Kaśka ma lepsze albumy w dyskografii. Przesadzono z efektami komputerowymi. Nieźle wypadają ballady, zwłaszcza, Bądź pewny i Żyję raz. Średnio podoba mi się mdłe Być tak blisko. Jednym z najlepszych kawałków jest bez wątpienia Będę jak. W skali 1 do 10 daję 7.

    Polubienie

  2. Absolutnie muszę zgodzić z DTNS, poprzednie płyty nie są podobne do siebie, wyczuwam inną dynamikę i piękno w każdym albumie.

    Polubienie

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s