The Weeknd – The Highlights (2021)

The Weeknd | The Highlights | 5 II 2021 | ★★★★★

Występ w przerwie finału Super Bowl to dla wielu artystów marzenie nie do osiągnięcia. Zaszczytu zagrania 14-minutowego koncertu przed ponad stumilionową publicznością w USA dostępują tylko nieliczni. Są to zazwyczaj zespoły lub artyści, którzy mają za sobą dorobek uginający się od niezliczonej liczby przebojów lub są w szczycie swojej mainstreamowej popularności. W tym roku na Halftime Show pojawił się The Weeknd. Kanadyjski muzyk z liczbą ponad 20 miliardów streamów znajduje się w ścisłej czołówce najczęściej odtwarzanych artystów na Spotify. Wydany przez niego w ubiegłym roku krążek After Hours był najczęściej odsłuchiwanym albumem w tym serwisie na całym świecie. Utwór Blinding Lights spędził w Top 5 amerykańskiej listy Hot 100 prawie 10 miesięcy, co jest absolutnym rekordem w ponad 60-letniej historii tej listy. Wiele wskazuje na to, że po występie na Super Bowl LV rekord ten będzie jeszcze bardziej spektakularny.

Z okazji koncertu w przerwie finału amerykańskiego futbolu The Weeknd wydał kompilację zawierającą 18 jego największych przebojów – The Highlights. Mimo, że składanka nie zawiera żadnego nowego utworu, zapewne po tak zmasowanej promocji sprzeda się w ilości, jakiej nikt po tego typu albumie by się nie spodziewał w 2021 roku. Sam fakt, że liczba streamów wszystkich przebojów na niej zawartych łącznie przekracza 12,5 miliarda już może przyprawić o zawrót głowy! Wydanie The Highlights jest ukoronowaniem sukcesu, do jakiego doszedł Kanadyjczyk w niespełna dekadę. Artysta nie musi nawet specjalnie promować tego wydawnictwa – promuje się ono praktycznie samo. Single z albumu After HoursBlinding Lights czy Save Your Tears, które weszły w jej skład cały czas są w ścisłej czołówce najpopularniejszych utworów na świecie. Występ na Super Bowl wywinduje ponownie na top niejeden ze starszych przebojów piosenkarza. Wyobraźcie sobie jakie rekordy pobije zaplanowana na ponad 100 koncertów trasa koncertowa, z którą artysta ma zamiar objechać Amerykę i Europę w 2022 roku.

Mimo niezliczonej liczby rekordów pobitych przez artystę, które na dodatek cały czas pączkują jak oszalałe jego dotychczasowe dokonania wzbudzały we mnie zawsze pewien niedosyt. Płyta After Hours, uznawana przez wielu za jego szczytowe osiągnięcie ma swój charakterystyczny, ociekający mrokiem i latami 80. klimat, ale momentami jest po prostu nudna. Taki już urok syntezatorowego dream popu. Podobnie miałem ze Starboy. Wyrzuciłbym z tamtej płyty przynajmniej jakieś 5-6 tracków. Niedosyt przeniósł się także na występ live. Halftime Show w jego wykonaniu był bezsprzecznie ogromnym multimedialnym widowiskiem. Sam The Weeknd jednak gdzieś zginął wśród tych sztucznych fajerwerków. Niestety, może narażę się jego fanom, ale uważam, że wiele mu brakuje do charyzmy, którą w trakcie swoich występów wykazywali Michael Jackson czy Prince. Oni wychodzili na scenę, niejednokrotnie bez rozbuchanej do granic możliwości scenicznej oprawy i magnetyzowali publiczność swoją osobą od pierwszej do ostatniej minuty występu. Tutaj niestety tego brakuje. Nie wiadomo czy publiczność szalała, bo zwaliło ją z nóg wydumane efekciarstwo czy sama postać The Weeknd’a. Raczej szedłbym w kierunku pierwszej opcji.

Nie zmienia to faktu, że The Weeknd jest cholernie uzdolnionym artystą. Wylansowane przez niego przeboje są przykładem perfekcyjnie wyprodukowanej mieszanki syntezatorowego popu i nowoczesnego r&b. Na After Hours The Weeknd pokazał, że potrafi wyciągnąć z syntetycznych brzmień lat 80. wszystko co najlepsze. Na Starboy pierwszorzędnie zmiksował trap i pop z zimną elektroniką, a na Beauty Behind the Madness zmyślnie odwołał się do złotej ery disco – funku. Jego szlagiery tj. Can’t Feel My Face, In Your Eyes, Blinding Lights czy I Feel It Coming są mainstreamowymi produktami pierwszej klasy, mieniącymi się vibem kilku dekad wstecz. Od synth – pop – rockowego Save Your Tears sam nie mogę się uwolnić od dobrych kilku miesięcy. Te przeboje żyją. Nie są obciachowe, są wybitnie chwytliwe, niebywale modne i większość z nich bezsprzecznie przetrwa próbę czasu, będąc za kilkanaście lat pierwszym wyborem dj-ów w klubach sięgających po muzykę z minionej dekady. W tym wszystkim zadziwia mnie także fakt, ile Panu Tesfaye udało się wycisnąć z wyeksploatowanego do granic możliwości Max Martina.

The Highlights łączy w sobie wszystkie smaczki od The Weeknd’a, pomijając te bardziej rozmarzone, wydumane i czasem naprawdę słabe, niesinglowe numery. Z bardziej przyszłościowego punktu widzenia wydanie takiego krążka w przypadku Kanadyjczyka jest jak najbardziej przemyślane. Czekają go niezliczone liczby wznowień, wydań na winylach i innych nośnikach, które kiedyś będą przeżywały swój renesans. Dzisiaj ta kompilacja jest wisienką na torcie, którym jest gigantyczna popularność artysty. Może też trochę skokiem na dodatkową kasę i marketingowym zabiegiem mającym podkręcić zainteresowanie jego osobą. Składanki zawsze były tego typu produktami. Kiedyś jednak The Highlights może być jego topowym, esencjonalnym albumem, po który będą sięgały zajawione muzyką nowe pokolenia fanów.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s