OBSESSED – 10 znośnych piosenek Mariah Carey

carey main 500px

Mariah Carey nie jest moją ulubioną piosenkarką, nigdy nią nie była i pewnie nie będzie. Nie zmienia to jednak faktu, że Carey jest (a przynajmniej swego czasu była) jedną z liczących się person w świecie muzyki popularnej, sprzedawała swoje płyty w wielomilionowych nakładach i umieściła na szczycie amerykańskiej listy Billboard Hot 100 więcej kawałków niż ktokolwiek inny.

To głównie Stany Zjednoczone były rynkiem, na którym był największy popyt na muzykę Carey. Z jakością szlagierów podbijających tamtejsze listy przebojów bywa różnie, jednak Mariah w trakcie swej ponad 25-letniej kariery wylansowała i nagrała parę naprawdę dobrych, strawnych także dla europejskiego słuchacza numerów. Po 25 latach, w momencie kiedy nawet w kochającej ją kiedyś na zabój Ameryce jej gwiazda znacznie przygasła, gwiazda przypomniała sobie o fanach w innych częściach globu i postanowiła uraczyć ich swoją wielebnością w ramach jakże oryginalnie nazwanego tournee Sweet Sweet Fantasy.

Czasy kiedy wielkie gwiazdy muzyki omijały Polskę szerokim łukiem zdecydowanie minęły. Celine Dion była w Polsce, była Madonna i to nawet dwa razy, przyszedł czas na Mariah Carey. Z tej okazji pokusiłem się o ranking jej kawałków, które denerwują mnie najmniej. Ba! Są całkiem znośne i da się ich słuchać, nawet obsesyjnie!


10. IT’S LIKE THAT / z albumu The Emancipation of Mimi (2005)

Pierwszy singiel zwiastujący wielki powrót Carey The Emancipation of Mimi. Utwór jest utrzymany w stylu hip-hopowym. Jest jedną z wielu piosenek Carey opartą na samplu z lat 80. Tym razem utwór zawiera wsamplowany hook „it’s like that ya’ll” z utworu Hollis Crew Run-D.M.C. z 1984 roku. Zawiera także rapowane wstawki – na początku słychać rap Jermaine Dupriego, natomiast całość zamyka Fatman Scoop. Utwór wyciągnął Carey zza burty, za którą sama się wystrzeliła gdzieś w momencie ukazania się filmu i ścieżki dźwiękowej do hitowego z założenia „dzieła” Glitter w 2001 roku.


09. MIGRATE (feat. T-Pain) / z albumu E-=MC2 (2008)

E=MC2 rozpoczyna się od Migrate. Dalej jest przepaść, a w niej kotłuje się cała reszta utworów z tego albumu. Migrate to kapitalny, okraszony mocnym elektronicznym beatem hip-hopowy, mroczny, klubowy numer wyprodukowany przez Mariah Carey i Danję z gościnnym udziałem rapera T-Paina. Może i Mariah oddała się w szpony producentów, którzy skroili jej wokal pod bardziej nowoczesne brzmienie. Może i jest to utwór, w którym jej wokal potraktowano vocoderem. Carey ma w nim jednak czas na to żeby zaśpiewać i żeby sobie popiszczeć. Jeśli trzyma swój wokal na wodzy a nie wydaje rozmaitych dźwięków w każdą możliwą stronę nawet da się jej słuchać z przyjemnością.


08. HEARTBREAKER (feat. Jay-Z) / z albumu Rainbow (1999)

Pierwszy studyjny utwór, w którym u boku Carey pojawia się raper. Jay-Z zapewne po dziś dzień nie może udźwignąć tego zaszczytu, który mu wówczas przypadł. Carey sięgnęła nie tylko po jego pomoc, ale także w archiwa lat 80. skąd wygrzebała utwór autorstwa Stacy Lattisaw Attack of the Name Game z 1982 roku. Na głównym motywie z tej kompozycji oparła swój hit Heartbreaker.

Początkowo utwór miał promować ścieżkę dźwiękową do słynnego filmu z Mariah w roli głównej pt. Glitter, jednak z powodu opóźnień w produkcji Heartbreaker trafił na album Rainbow. Glitter z kolei był promowany przez podobny do niego, słodziutki Loverboy. Heartbreaker nie jest złym utworem, jest skrojony na bardzo komercyjną, zapadającą w pamięć melodię. To, że na kiczowaty do bólu teledysk rozpoczynający lansowanie Carey na pustą, różową, piszczącą pipcię wyrzucono wówczas 2,5 miliona dolarów jest inną sprawą.


07. ANYTIME YOU NEED A FRIEND / z albumu Music Box (1993)

Ballada napisana i wyprodukowana przez Mariah Carey i Waltera Afanasieffa. Jedyny utwór na albumie Music Box, w którym pojawia się chór gospel, który w refrenie kontrastuje z popowo-soulowym wokalem Mariah. Gwiazda popisuje się swoim mocnym wokalem, ale wszystko jest utrzymane w granicach zdrowego rozsądku i łączy się w jedną całość. W utworze oprócz syntezatora można usłyszeć także klawisze, gitarę i organy. W końcowych partiach Mariah osiąga nawet rejestr gwizdkowy. Dlaczego ona nie potrafi teraz nagrać czegokolwiek na miarę choćby tego numeru?


06. OBSESSED / z albumu Memoirs of an Imperfect Angel (2009)

Bardzo udany, wyrazisty kawałek nagrany pod stacje radiowe grające format urban. Podstawą utworu jest dudniący, brudny bas. Wokal Carey w całym utworze został przepuszczony przez auto-tune a jej charakterystyczne popisy wokalne słychać tylko gdzieś w dalekim tle. I całe szczęście! Dla wielu słuchaczy i krytyków przepuszczenie przez filtry było w tym utworze istną profanacją jakże wspaniałego wokalu Carey. Zupełnie, jakby wcześniej nie słyszeli masy nagranych przez nią podobnych do siebie piosenek, w których aż roi się od wokalnych przeszkadzajek albo od wycia w niebogłosy. Bardzo dobrze, że Mariah pozwoliła sobie na taki kawałek. Później niestety posłuchała głosu „wielu” i wyleciała z hukiem z panteonu ulubienic Ameryki.


05. CAN’T LET GO / z albumu Emotions (1991)

Lekka, eteryczna, sącząca się z głośników balladowa melodia, opierająca się głównie na zmysłowych dźwiękach generowanych przez syntezatory. W tle można też wyłapać delikatne pobrzmiewającą gitarę. Bardzo nastrojowa, relaksująca nuta z przyjemnym, nie drażniącym ucha wokalem Mariah.


04. FANTASY / z albumu Daydream (1995)

Jeden z bardziej rozpoznawalnych numerów Mariah Carey, oparty na charakterystycznym samplu z utworu Genius of Love z 1981 roku amerykańskiej formacji Tom Tom Club. Taneczny numer utrzymany w średnim tempie. Puff Daddy wraz z Mariah nagrali także dość popularny, hip-hopowy remix Fantasy z udziałem rapera Ol’ Dirty Bastarda. Z pierwotnej wersji usunięto część ozdobników r&b, kilka partii tekstu, bardziej podkreślono bas oraz hook z Genius of Love. Kapitalny mix hip-hopu, r&b i popu, który wówczas jeszcze bardziej podkreślił pozycję Carey na amerykańskim rynku jako artystki, która idzie z duchem czasu i przez następne lata będzie generowała hity już głównie na potrzeby tamtejszego mainstreamu.


03. ALWAYS BE MY BABY / z albumu Daydream (1995)

Typowa ballada do pobujania, utrzymana w średnim tempie. Sam nie wiem dlaczego mam do niej słabość. Carey w trakcie refrenu śpiewa tutaj w dwugłosie. Spokojniejsze, ale często dość mocno zaśpiewane, niższe partie wokalne znajdują się w tle, zaś na pierwszym planie słychać wyższe, bardziej emocjonalne noty. W 2016 roku brytyjski DJ Sigala oparł swój utwór Say You Do na głównym instrumentalnym hooku charakteryzującym Always Be My Baby. Do utworu przeniósł też część frazy występującej na początku, zaraz po pierwszym refrenie oraz w końcowej partii utworu. W dobie odgrzewania kotletów nie spodziewałem się, że ktoś sięgnie akurat po sample z utworu Mariah Carey. Pierwowzór jest uzależniający, współczesna, taneczna interpretacja również brzmi nadspodziewanie nieźle.


02. MAKE IT HAPPEN / z albumu Emotions (1991)

Świetny, nośny, taneczny kawałek, jakiego Carey już nigdy potem nie powtórzyła, mimo, że nagrała na względnie podobną modłę Emotions czy To Be Around You z tego samego albumu czy Now That I Know z Music Box. W Make It Happen słychać masę żywych instrumentów takich jak pianino, tamburyn, gitara czy organy. W kompozycję sprytnie wkomponowano także chór gospel, który wspomaga gwiazdę w mostkach łączących zwrotkę z refrenem oraz w finalnej części utworu. Dzięki takiemu zabiegowi wzmocniono napięcie przed energetycznym, zgrabnie niosącym się refrenem. Wersja live wypada jeszcze lepiej niż wersja studyjna. Autentyczna, wyluzowana Mariah z pozytywną energią. Zdecydowanie coś więcej niż zwykły kawałek z tanecznym przytupem.


01. WITHOUT YOU / z albumu Music Box (1993)

Whitney Houston ma swoje I Will Always Love You. Celine Dion ma swoje My Heart Will Go On. Mariah Carey ma swoje Without You. 1993 rok to był jeszcze czas, kiedy Carey w swoich utworach głównie śpiewała, a nie jęczała, stękała, wzdychała czy piszczała do zwariowania jakby miała zaraz dostać okresu. Without You to tak naprawdę cover utworu brytyjskiej formacji Badfinger z 1970 roku. Jego emocjonalne wykonanie przez Carey pokazuje jak na dłoni jej możliwości wokalne. Nigdy później Mariah nie wylansowała już w Europie hitu na miarę tej kompozycji. Co ciekawe w USA piosenka dotarła „zaledwie” do 3. miejsca na liście Billboard Hot 100. Europa wie co dobre!

Jedna uwaga do wpisu “OBSESSED – 10 znośnych piosenek Mariah Carey

  1. Tak się składa, że też Mariah nie należy do grona moich ulubionych wokalistek. Zraziła mnie do siebie głównie swoją manierą i zachowaniem „Wielkiej Diwy”. Niby może sobie na to pozwolić, ponieważ ma (albo przynajmniej miała) wielooktawowy piękny głos i parę naprawdę udanych kompozycji, do tego jestem pełen podziwu, że większość piosenek z jej repertuaru jest całościowo napisanych przez nią. Pamiętam jak ok. 2009-2010 roku w polskim radiu można było cały czas usłyszeć Obsessed, bardzo podobał i podoba mi się ten utwór. Kocham jej piosenki Honey, All I Want For Christmas, Hero, Anytime You Need A Friend, Without You… ostatnio też odniosła kolejny spektakularny sukces jak posiadanie jako jedyny artysta w historii piosenki na szczycie amerykańskiej listy przebojów przez… 4 DEKADY. Jednak to jest skutek jej świątecznego singla wydanego 25 lat temu, tak naprawdę przez całą ubiegłą dekadę Mariah nic konkretnego nie odniosła ani ludzie nie słuchali jej nowych singli. W przeciwieństwie do Jennifer Lopez która powróciła i to w wielkim stylu. Od tej drugiej na próżno szukać jakichś poważnych, zmuszających do refleksji piosenek, ranga wokalna też średnia. Ale wolę jednak JLo od Mariah która nie może się powstrzymać aby przy każdej okazji dopiec mniej utalentowanej wokalistce hasłem „I don’t know her”. Jeszcze uraczyła tym hasłem Bogu ducha winną Demi Lovato, która postanowiła stanąć w obronie latynoski i powiedzieć divie od 7 boleści, że jej zachowanie jest nie w porządku. Jennifer zawsze wydawała taneczne, wyluzowane, zmysłowe i kobiece przeboje i tak samo się prezentuje w teledyskach jak i jej filmach. Dla mnie jest uosobieniem klasy, kobiecości i młodości, ma tą werwę i energię nawet w wieku 50 lat. Według mnie po 40-stce nawet nie była zdesperowana aby pozostać młodzieżowa, po prostu jej to na luzie wychodziło i była dla mnie bardziej „spoko” od 90% tych młodych mainstreamowych wykonawców. Mariah posiada piękne piosenki, jednak każdy, nawet niemiły, „niefajny” człowiek może stworzyć coś pięknego jak się postara. Jest legendą muzyczną, ale nigdy się do niej nie przekonam. Jest dla mnie uosobieniem sztuczności pod każdym możliwym względem. Popularne jest dzisiaj pojęcie „Wielkiej Wokalnej Kobiecej Trójcy” w którą się wlicza Mariah, Whitney Houston i Celine Dione. Zawsze obstanę przy tej środkowej, była przyziemna, ponadprzeciętnie piękna, nieziemski głos, niezapomniane piosenki… niby Mariah też, ale Whitney miała „to coś”, tą naturalność, której we wszystkim co Mariah robi brakuje. Przepraszam za długi komentarz. Pozdrawiam

    Polubienie

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s