Madonna – Veronica Electronica EP (2025)

Madonna | Veronica Electronica | 25 VII 2025 | ★★★★★

Cztery lata temu Madonna i Warner Music Group ogłosiły nawiązanie globalnej współpracy obejmującej cały katalog nagrań muzycznych Królowej Popu. Zgodnie z wydanym wówczas komunikatem fani artystki mieli spodziewać się serii wydań katalogowych, edycji deluxe albumów sprzed lat i unikatowych wydań na specjalne okazje. Sama Madonna podkreślała w tamtym czasie, że przez wiele lat Warner Music Group byli dla niej wspaniałymi partnerami, wyrażając ogromną radość na rozpoczęcie z nimi nowego rozdziału, którego celem miało być uczczenie jej dorobku z ostatnich czterech dekad. Nad wyraz szumne zapowiedzi niestety bardzo szybko okazały się być nie do końca tym, czego oczekiwali po nich fani. Zamiast rocznicowych, rozszerzonych wydań albumów, wersji specjalnych czy rozmaitych wydań katalogowych w ciągu czterech lat, z wyjątkiem składanki Finally Enough Love: 50 Number Ones nie wydano w zasadzie nic, co faktycznie, w imponujący i godny sposób celebrowałoby ikoniczne wydania Madonny sprzed lat. Dzisiaj w ramach partnerstwa światło dzienne ujrzał odłożony swego czasu do szuflady, „długo wyczekiwany” projekt z remiksami z albumu Ray of Light – minialbum Veronica Electronica.

W ramach współpracy z wytwórnią Warner pojawiły się jakieś wydawnictwa np. zremasterowana wersja albumu Erotica na podwójnym winylu, winylowy singiel Everybody czy „ekskluzywny” minialbum American Life – Mixshow Mix. Większość teledysków Madonny w serwisie YouTube podniesiono do jakości HD (niektóre, o dziwo nawet do 4K) a odpowiedniki ich wydań fizycznych pojawiły się w serwisach streamingowych. Nie jest więc tak, że nie zrobiono zupełnie nic. Odnoszę jednak wrażenie, że odbębniono wyłącznie absolutne minimum. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby na tyle zezwoliła Warnerowi sama zainteresowana, która od lat wyraźnie ma problem z cofaniem się wstecz, w wcześniejsze lata swojej wielkiej kariery, chociażby w celu skompletowania jakiegoś rocznicowego wydawnictwa z prawdziwego zdarzenia, które wyszłoby w odpowiednim czasie, formacie i było dla fanów gwiazdy faktycznie czymś extra. Nawet wydana dzisiaj Veronica Electronica pojawia się na rynku w zupełnie przypadkowym czasie. Nie rozumiem dlaczego nie wydano tego tak długo skrywanego przed światem projektu dwa lata temu, kiedy albumowi Ray of Light stuknęło okrągłe 25 lat. Nie można było wtedy podkreślić tej rocznicy i wykorzystać wynikającej z tego mocy mediów społecznościowych w celu większego rozreklamowania projektu? Nie, u Madonny tak się nie da. Pominę już fakt, że M kilka miesięcy temu zapowiadała zupełnie inne wydawnictwo – suplement do albumu Bedtime Stories – The Untold Chapter. Kiedy ten krążek pojawi się na rynku? Jak skończy się prawna przepychanka Warnera z Shepem Pettibone.

Czym jest Veronica Electronica? Jest to nic innego, jak alter ego Madonny, zrodzone w okresie zgłębiania przez nią tajemnic muzyki elektronicznej, podczas sesji nagraniowych do albumu Ray of Light. Nagrywana wówczas płyta początkowo miała nosić taki tytuł. Inną nazwą miała być Mantra, finalnie postawiono na bardziej nośne, zakorzenione w jednym z flagowych utworów Ray of Light. Veronica Electronica była później rozpatrywana jako tytuł potencjalnego, dodatkowego, bardziej eksperymentalnego albumu – suplementu do płyty Ray of Light, który miał pojawić się na rynku w 1999 roku. Średnie wyniki singla Nothing Really Matters pogrzebały jednak dalsze plany związane z promocją tej płyty. Do skutku nie doszła także wtedy trasa koncertowa wspierająca album, a sama Madonna bardzo szybko skupiła się na innych projektach: singlu Beautiful Stranger, kręceniu filmu The Next Best Thing oraz zbieraniu pomysłów na album Music. W połowie 1999 roku dalsze rozwijanie ery Ray of Light i wypuszczanie kolejnych, powiązanych z tym albumem projektów nie miało już więc większego sensu… podobnie zresztą jak dzisiaj. Jedyny sens tego wydania teraz jest taki, że rozczarowani działaniami swojej idolki fani dostaną coś na przysłowiową odczepkę.

W materiałach prasowych Veronica Electronica została zapowiedziana jako długo wyczekiwana publikacja. Z całym szacunkiem do kogoś, kto tworzył ten opis, ale długo wyczekiwany jest box zawierający co najmniej 30 ścieżek z ery Ray of Light obejmujących oryginalne nagrania, ich wczesne wersje sprzed włączenia do sesji nagraniowych Williama Orbita, niepublikowane dema, instrumentale, remiksy  czy zdjęcia obrazujące kompletny proces powstawania i brzmieniowej ewolucji całego projektu jakim był Ray of Light. To byłoby coś. Materiału krążącego w Internecie związanego z tamtymi czasami i czekającego na profesjonalny remaster oraz wydanie jest co nie miara. Drugie tyle pewnie leży w szufladzie. Tymczasem… ekskluzywnym nazywa się projekt wałkujący wszystko, co pojawiło się na wydaniach singlowych z ery Ray of Light z extra dodatkiem w postaci dema Gone Gone Gone, które krąży w Internecie od półtorej dekady i mocno skróconym, kompletnie odartym z pierwotnego uroku remiksem Skin (The Collaboration Remix). Powstały gdzieś na przełomie 1998 i 1999 roku, prawdopodobnie z myślą o potencjalnym singlowym wydaniu remiks Skin jest jedynie nowością w katalogu samej Madonny, bowiem w 2001 roku ukazał się już na kompilacji Victora Calderone E=VC2 Vol. 2. Jego 8 – minutowa wersja znalazła się na standardowej wersji wydawnictwa, ponad 11 – minutowa wylądowała na limitowanym winylu.

Pozostałe sześć, głównie trance’owo – house’owych remiksów, a w niektórych przypadkach wręcz dubów, które złożyły się na minialbum Veronica Electronica są skróconymi wersjami oryginałów pochodzących z fizycznych singli ery Ray of Light. Niektóre z nich tj. Ray of Light (Sasha Twilo Remix), Drowned World / Substitute for Love (BT & Sasha’s Bucklodge Ashram Remix) czy Nothing Really Matters (Club 69 Speed Mix Meets the Dub) skrócono o połowę, pozostałe nieznacznie lub w przypadku Sky Fits Heaven (Victor Calderone Future New Edit) zaledwie o kilkadziesiąt sekund. Przycięcie remiksów to akurat naturalny ruch. W dobie streamingu nikomu niepotrzebne są długie, kilkunastominutowe kawałki, do tego będące jedynie starymi remiksami. Każdy algorytm odrzuci taki numer, a tak przynajmniej jakkolwiek wzrasta prawdopodobieństwo, że ktokolwiek poza ortodoksyjnymi fanami chociaż raz odtworzy tę płytę jak nie w całości to chociaż pobieżnie. Jest to jednak także sygnał, że Veronica Electronica to wyłącznie skok na kasę. Wygórowane ceny wydań winylowych za tę mini elektro – sałatkę nie obrazującą tak naprawdę niczego z największej ery M lat 90. są tego najlepszym przykładem. Wielka szkoda, że nie znaleziono tutaj odrobiny miejsca dla genialnego dema Revenge czy wczesnej wersji SkinFlirtation Dance. Prawdziwą niespodzianką mogło być także umieszczenie tutaj w roli bonusu niedawnego hitu Frozen (Sickick Remix), który mógłby zadebiutować w ten sposób na wydaniu fizycznym. Całość ratować musi więc tylko surowo brzmiące, bardzo proste w swojej strukturze Gone Gone Gone, nagrane w trakcie sesji nagraniowych z Rickiem Nowelsem, jeszcze przed angażem Williama Orbita w cały projekt. Ta wsparta prostym, chwytliwym refrenem popowa piosenka mogła pójść w ciekawym kierunku, gdyby tylko została wciągnięta na warsztat przez Williama Orbita. Dzisiaj, będąc wyłącznie wczesnym demem, wciąż brzmi lepiej niż wiele studyjnie oszlifowanych, nowszych numerów M. 

Po wizjonerskim, alt – elektronicznym koncepcie, który miał być pod koniec XX wieku wizytówką Veroniki Elektroniki nie ma dzisiaj ani śladu. Nawet samemu Williamowi Orbitowi po trzech kawałkach odechciało się komentować wydanego właśnie albumu. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że na zlecenie Warnera i Apple wykonał remaster całego Ray of Light w technologii Dolby Atmos, ale nikomu do tej pory nie przyszło do głowy, żeby to opublikować. Nie ma chyba drugiej gwiazdy takiego kalibru, której późna kariera byłaby prowadzona tak beznadziejnie jak prowadzona jest dzisiaj kariera Madonny. I niestety nie jest to wyłącznie wina teamu z wytwórni. Sama M posiada prawa do wszystkich swoich utworów, dlatego nic, czemu ona nie da zielonego światła nie ma prawa ujrzeć światła dziennego. Nie ma więc co liczyć na katalogowe cuda. Madonna po prostu nie lubi grzebać w przeszłości, tak jak inne weteranki sceny muzycznej. Inną kwestią jest to, że Veronica Electronica praktycznie w ogóle nie odbiega bylejakością od poziomu tego typu wydawnictw sprzed wielu lat. Przypomnijcie sobie limitowaną edycję albumu Music, minialbum Remixed & Revisited czy limitowany Confessions Remixed. Czy były to jakieś wybitnie zachwycające wydania? Cóż. Czas mija, pewne rzeczy po prostu pozostają niezmienne. Odpalcie sobie lepiej Ray of Light – znajdziecie tam po stokroć więcej Veroniki Elektroniki, niż tutaj.


Leave a Reply