
W połowie 2020 roku Madonna rozpoczęła prace nad scenariuszem do swojej filmowej biografii, która na niespotykaną dotąd skalę miała celebrować jej wczesne życie i wielką muzyczną karierę. W odróżnieniu od wielkich, pośmiertnych biografii Michaela Jacksona, Freddiego Mercury’ego czy Elvisa Presleya, życie Madonny miało być przedstawione z jej perspektywy, a bezwzględnym warunkiem jej powstania miał być warunek, że ona sama zasiądzie w fotelu reżysera. Na etapie planowania budżetu i organizacji wymagających castingów okazało się, że koncern Universal Pictures nie jest w stanie sprostać finansowym wymaganiom Królowej Popu. Projekt natychmiast trafił do kosza. W wywiadzie dla magazynu Interview Madonna przyznała, że gdy po latach pracy nad filmem projekt finalnie upadł, poczuła się jakby utknęła w zawieszeniu. Dwa lata pracy nad scenariuszem oraz globalna trasa koncertowa The Celebration Tour wskrzesiły i podsyciły w Madonnie bakcyla pamiętnikarskiego oraz dalszą chęć rozliczenia się z przeszłością. Kiedy film zablokowano, Madonna, dodatkowo doświadczona otarciem się o śmierć w czerwcu 2023 roku oraz śmiercią brata ponad rok później, bez zastanowienia postanowiła przekierować przemyślenia i emocje towarzyszące tym wydarzeniom oraz całą autobiograficzną energię w konfesyjne teksty nowych piosenek i uwalniającą moc tanecznej muzyki. Gwiazda wciągnęła na pokład Stuarta Price’a, z którym zaczęła ponownie współpracować przy okazji The Celebration Tour i razem, pełni nowych inspiracji wystartowali z nagraniami do najdłużej wyczekiwanego albumu w karierze Madonny – Confessions II.
W przeciwieństwie do pierwszej części, albumu Confessions on a Dance Floor, mocno zakorzenionego w stylistyce disco lat 70., tym razem Madonna i Stuart postanowili przekierować punkt ciężkości na muzykę house, wyrwaną z klubowej czasoprzestrzeni lat 90.. Zanim jednak przejdę do swoich wrażeń na temat poszczególnych utworów i ogólnej oceny albumu wspomnę o wizualnym filmie, który promuje płytę. Madonna, po raz pierwszy w karierze zrezygnowała z publikacji tradycyjnych wideoklipów zaraz po premierze poszczególnych singli na rzecz krótkometrażowego filmu zawierającego w sobie mikro klipy z pierwszymi sześcioma piosenkami z płyty.
Taka forma wizualnej promocji nie jest już nowością, a trendem, który niebawem na nowo przeformułuje wprowadzanie nowych wydawnictw na rynek muzyczny. Bezpośrednio wynika on z spadku popularności teledysków jako formy przekazu, drastycznej zapaści platformy YouTube i monetyzacji z wyświetleń w tym serwisie oraz zmian w nawykach słuchaczy, którzy konsumują muzykę w serwisach typu Spotify czy Apple Music, a w mediach społecznościowych udostępniają jedynie krótkie, dynamiczne, wiralowe fragmenty wycięte z klipów, występów czy wizualizerów. Nie jest także tajemnicą, że drogi teledysk rzadko przekłada się dzisiaj na większą liczbę odtworzeń piosenki w serwisach streamingowych, więc wytwórnie wolą przekierować budżet na marketing w social mediach. Nie inaczej stało się w przypadku Madonny. Wspaniale byłoby, gdyby poświęcone poszczególnym piosenkom sekwencje ukazały się później jako rozbudowane a la wideoklipy, ale nie sądzę, żeby Warner aż tak sypnął zielonymi, by nie tyle stworzyć, ale później obrobić taką ilość materiału. Może jednak zostaniemy miło zaskoczeni? Tak czy siak, film Confessions II zrobił swoją robotę. Symbolicznie pojawiła się w nim Julia Garner – niedoszła kandydatka do filmowej roli M oraz masa innych gwiazd, a wycinki z fragmentami różnych mikro klipów błyskawicznie rozlały się po całym Internecie, robiąc płycie reklamę, jakiej jeden czy dwa tradycyjne teledyski raczej na pewno by nie wygenerowały. Czy faktycznie jest co reklamować? Sprawdźmy!
1. I Feel So Free / ★★★★★
Madonna wita się z wszystkimi, którzy przybyli do niej na imprezę, otwierając się jednocześnie na temat trudności, jakie ma z zaufaniem ludziom w codziennym życiu. Parkiet, na który zaprasza jest dla niej jedynym miejscem, w którym czuje się w pełni bezpieczna, wolna, nieoceniania. To tutaj odnajduje zawsze swoją prawdziwą tożsamość, to tutaj czuje się wolna. Tutaj wolny może poczuć się także każdy, kto boryka się z podobnymi problemami jak ona. Zanurzenie się w muzyce klubowej staje się prawdziwym, wyzwalającym rytuałem. Numer bezpośrednio nawiązuje klimatem do pierwszej części Confessions, przywodząc na myśl jeden z największych hipnotyzerów tamtej ery – Future Lovers. Tym razem Madonna schodzi w jeszcze mroczniejsze, klubowe czeluście, opowiadając swoją historię obniżonym, przywodzącym na myśl Erotikę głosem i zagłębiając się w pełni w EDM, space disco i deep & progressive house. W utwór wsamplowano mówione fragmenty utworu French Kiss autorstwa Lila Louisa. To jest Madonna, na jaką czekałem. Elektryzująca, zaskakująca, zmysłowa i jakże prawdziwa!
2. Good For the Soul / ★★★★★
W filmie Confessions II Madonna przenosi się z dusznego, mrocznego klubu, w którym szalała przy dźwiękach I Feel So Free w mistyczny świat natury – las pełen zielonych laserów. Temu symbolicznemu wyjściu z imprezowego transu na wyższy, duchowy poziom samoświadomości, towarzyszy płynne przejście z deep house’owego Free w synth – popowy, oparty na gładkim, pulsującym basie, ciepłych, analogowych syntezatorach, smykach i miękkim wokalu Good for the Soul. Numer który jest tłem dla laserowego fragmentu wizualu to bardzo osobista i ważna dla samej Madonny piosenka, rozwinięcie otwierającego album I Feel So Free. To numer, który ma przypominać ludziom o zrzuceniu z siebie ciężaru oczekiwań, uwolnieniu dzikości i pozwoleniu sobie na czystą radość, bez tłumaczenia się komukolwiek. Good for the Soul jest zapisem stanu pełnej świadomości i odnalezienia wewnętrznego spokoju. Madonna osiąga ten stan przez taniec. Nie trudno doszukać się tutaj metafizycznych powiązań z transowym Bedtime Story z 1994 roku. To kolejny dowód na to, jak ważny dla samej Madonny był i nieustannie jest album Bedtime Stories.
3. One Step Away / ★★★★★
Hipnotyzujący, transowy utwór z wyraźnym, głębokim i intensywnym basem, który zgodnie z słowami Madonny definiuje cały koncept przyświecający Confessions II. Madonna wygłasza w nim monolog, w którym celebruje muzykę klubową, dając słuchaczom do zrozumienia, że w tańcu kryje się uzdrawiająca i wyzwalająca moc prowadząca człowieka ku ocaleniu i wolności. Sama Madonna nazywa muzykę taneczną swoją bezpieczną przystanią. Coś w w tym jest – za każdym razem, kiedy wraca na parkiet, publiczność tłumnie podąża za nią, nie zważając na jej wcześniejsze wpadki, skandale czy mniejsze lub większe eksperymenty muzyczne. Utwór powstał spontanicznie, pod koniec jednej z sesji nagraniowych, a cały wokal słyszalny w utworze zgodnie z słowami M został zarejestrowany jako jeden wielki strumień świadomości: To piosenka, która wyszła prosto z duszy.
4. Bring Your Love (feat. Sabrina Carpenter) / ★★★★★
Manifest przeciwko hejterom, skonstruowany niestety trochę w deseń bylejakich singli Luvin’ i Living for Love. Czymże jednak byłaby Madonna bez takich typowych dance – popowych, trochę irytujących numerów na dzień dobry? Praktycznie całe Like a Virgin inaugurujące jej wielką karierę jest takie… drażniące. Najwyraźniej tutaj mamy do czynienia z flashbackiem z tamtej ery. I tak, jak nie znoszę tamtego albumu, tak wcielenie Madonny z Bring Your Love kupuję z o wiele mniejszym, ale jednak wciąż dystansem. Mniejszym, ponieważ muszę przyznać, że finalny, albumowy miks piosenki brzmi o wiele lepiej niż jego wersja singlowa. Bring Your Love w albumowym miksie, wkomponowany w tracklistę brzmi nieźle. Uważam jednak, że wzniosła i ważna treść, którą przekazują Madonna i Sabrina nie do końca jest w stanie wzbić się wyżej przez generyczną, zrobioną pod eter konstrukcję całej kompozycji, nota bene opartą na zapętlonym samplu Inner City Good Life. Zasadność wydania tego numeru na singlu była jednak częścią wieloplatformowej ofensywy promocyjnej – miał to być atak na radio, które w wielu krajach od lat bojkotuje nowe nagrania Madonny ze względu na jej wiek. Moim zdaniem nie jest to dzisiaj wiodące medium w kreowaniu zasięgów ani przyczyniające się do popularności nowych piosenek. To medium, które dzisiaj goni głównie za tym, co działa w socjalach i streamingu. To także medium, które uwielbia „starą Madonnę”. I chociażby z tego powodu, ta „nowa Madonna” powinna mieć ich już w nosie i nie bawić się w takie „hity”, nawet jeśli jacyś spece od marketingu twierdzą inaczej.
5. Danceteria / ★★★★★
Utwór, który powinien pociągnąć promocję albumu zaraz po I Feel So Free, w miejsce Bring Your Love. To nasączony klimatem legendarnego Vogue numer – esencja tanecznej Madonny, której można słuchać w zapętleniu, tak jak dwie dekady temu Hung Up. Madonna oddaje hołd ikonicznemu nowojorskiemu, czteropiętrowemu klubowi Danceteria, w którym na początku lat 80. poznała Marka Kaminisa, dzięki któremu uzyskała swój pierwszy kontrakt płytowy z Sire Records. W rytm hipnotyzującej linii basu i melodii zaczerpniętej z glamowego utworu Walk on the Wild Side Lou Reeda, Madonna, Stuart Price i Andrew Watt wciągają wszystkich na rozgrzany do czerwoności parkiet i szaleją na nim do białego rana. I ta wariacja z bitami a la Music pod koniec utworu! Sztos!
6. Read My Lips (feat. Feid) / ★★★★★
Po egzotycznych, nie zawsze do końca udanych eksperymentach z Malumą z 2019 roku (Medellin, Bitch I’m Loca) miałem duże obawy co do tego utworu. Madonna i Price postanowili jednak mrugnąć okiem w tamte, nie tak odległe czasy i wciągnęli na pokład młodszego kolegę Malumy z Kolumbii – Feida i portorykańskiego producenta Tainy’ego, blendując klasyczny pop – house z muzyką latynoską i reggaetonem. Nie będzie to mój ulubiony element Confessions II, ale dodanie elementów gitarowych i oparcie całości na rytmicznym, klubowym bicie zadziwiająco dobrze wpłynęło na zespolenie wszystkich tych gatunków oraz tak różnych od siebie wokali M i Feida. Powtórki z 2019 roku więc nie ma. Piosenka tuż przed premierą albumu została w skróconej i bardziej akustycznej wersji dodana do rozszerzonej edycji oficjalnego albumu z muzyką FIFA World Cup 2026, co stanowi niejako zapowiedź wykonania jej na żywo w trakcie pierwszego w historii Halftime Show w przerwie finałowego meczu.
7. Everything / ★★★★★
Czysty dyskotekowy rave łączący w sobie robotyczne zacięcie a la Daft Punk, ciężki, połamany rytm, gitarowe wstawki i eksplodujące, euforyczne, trance’owe partie kumulujące w sobie całą energię utworu. Piosenka pełni funkcję pomostu pomiędzy typowo taneczno – popową częścią, a bardziej zmysłową, mroczną i momentami bardzo intymną stroną płyty. Taniec przestaje być tylko rozrywką i staje się dla Madonny wszystkim – całym światem, obfitością, światłem – jednym bezpiecznym schronieniem. To typ numeru, któremu trzeba dać kilka szans, ponieważ na początku może budzić mieszane uczucia.
8. Love Sensation / ★★★★★
Madonna i Stuart Price inspirują się stylem French touch / diva house i w euforycznym stylu przekazują słuchaczom (czy tego chcecie, czy nie, ale jednak) banał o uzdrawiającej mocy miłości, która pozwala pokonać wszelkie trudności. Podoba mi się w tym numerze nawiązanie do klimatów, które na przełomie wieków napędzały takie przeboje jak Lady (Hear Me Tonight) Modjo, Groovejet Spillera czy Music Sounds Better with You Stardust (które odbiło się echem także w Get Together z pierwszej odsłony Confessions). Nie do końca przyjmuję wokal Madonny, która zamiast pociągnąć ten numer na swoim głębokim i miękkim głosie, raz śpiewa czysto, a raz coś mamrocze, jakby miała pełne usta jedzenia. Nie wiem czy jest to kwestia tego, że nagrywając wokale miała na zębach grillz, które tak uwielbia, a które mocno zaburzają dykcję i artykulację, czy jest to już kwestia samej kompresji i filtrowania wokalu przez realizatorów dźwięku. Efekt finalny jest… dziwny. Nie zmienia to faktu, że Love Sensation ma cholernie infekujący głowę refren i jest klubowym pewniakiem, który rozrusza nawet najbardziej drętwe ciało obecne na imprezie – a dokładnie o to Madonnie chodzi na Confessions II.
9. Love Without Words / ★★★★★
Po pełnym ekspansywnej, pulsującej elektroniki i francuskiego house’u Love Sensation Madonna dosłownie zabiera słuchacza w klubowe głębiny, odkrywając krok po kroku ambient / deep house i otacza go eterycznym, unoszącym się w powietrzu niczym duch wokalem zainspirowanym mrocznym, przestrzennym podgatunkiem darkwave’u z lat 80.. Ulokowanie tej piosenki po kompletnie oderwanym od rzeczywistości klubowym odlocie, jakim jest Love Sensation i nacechowanie jej takim mrocznym, ale też ambientowym vibem powoduje wrażenie, jakby słuchacz nagle znalazł się w jakimś buforze pomiędzy szalejącym wokoło klubem, swoim wnętrzem i kimś, kto tańczy obok niego. Hipnotyczny numer, w którym M zgłębia temat więzi tworzących się między ludźmi na parkiecie, rozpatrywanym w kontekście mistycznej przestrzeni wolności. Muzyka zastępuje słowa, a zjednoczeni w tańcu ludzie tworzą wspólnotę miłości.
10. Bizarre (feat. Martin Garrix) / ★★★★★
Potężny, festiwalowy, EDM – owy hymn łączący w sobie popowy, klasyczny styl i wokal Madonny z buzującymi energią, rozgrzanymi do czerwoności syntezatorami Martina Garrixa. Madonna spogląda tutaj retrospektywnie na swój związek z Seanem Pennem, nazywając miłość która ich łączyła magnetyczną, intensywną, uwięzioną w statycznym blasku spadającej gwiazdy i zwyczajnie dziwaczną. Piosenka przywołuje mi skojarzenia z stylem, który charakteryzował bardziej klubową odsłonę albumu MDNA. Przebijają się tutaj pulsujące syntezatory, które napędzały Love Spent, a momentami nawet i Sorry z Confessions I. Pomyślcie sobie, jaką świetną płytą byłaby MDNA gdyby cała była utrzymana w takim klimacie!
11. School / ★★★★★
Najbardziej zaskakujący, progresywny i rzekłbym nawet – ekstrawagancki moment całej płyty. Madonna przyjmuje tutaj podwójną rolę – wymagającej nauczycielki, dającej partnerowi bolesną lekcję życia i wiecznej uczennicy, głodnej wiedzy. Piosence przyświeca przesłanie pragnienia ciągłego rozwoju i krytyka powierzchowności dzisiejszych relacji opartych na technologii. M cytuje także swój utwór I’d Rather to Be Your Lover pokazując, że szuka w relacjach równego partnerstwa i namiętności, a nie matkowania komuś, kto nigdy nie chodził do szkoły i nie zna zasad życia. Tak jak nie przekonały mnie filtry nałożone na wokal M w Love Sensation, czy w niektórych fragmentach Bring Your Love, tak tutaj, w połączeniu z zajadliwym tekstem i niespokojnymi, mocnymi elektronicznymi bitami efekt auto – tune’a jest fenomenalny! Nie wiem czy nie będzie to mój ulubiony moment tej płyty!
12. Fragile / ★★★★★
Emocjonalne serce Confessions II, najbardziej intymny fragment całego projektu. Utrzymana w lekkim, klubowym, trochę trip – hopowym rytmie ballada Fragile to głęboki, osobisty hołd Madonny dla zmarłego w październiku 2024 roku brata – Christophera Ciccone. Madonna napisała tekst utworu natychmiast po jednej z ostatnich, bolesnych rozmów telefonicznych z bratem. M przebywała akurat w studiu nagraniowym i kiedy uświadomiła sobie, że jej brat jest już o krok od śmierci, poszła na piętro i przelała swoje emocje na papier. Stworzenie tego utworu przybrało dla niej formę emocjonalnego egzorcyzmu, który pomógł jej uporać się z żałobą i pozwolił pożegnać ukochaną osobę, z którą przez całe życie łączyły ją niezwykle skomplikowane, często bardzo trudne relacje. Kluczem do powstania tego utworu było pogodzenie się i przebaczenie, jakie nastąpiło między nimi przed jego śmiercią. Przez tekst przebija się wyraźnie ból związany ze stratą, ale też wiara w nieśmiertelność ludzkiej energii.
13. My Sins Are My Savior (feat. Stromae) / ★★★★★
Fantazyjny ukłon w kierunku klubowych i czarnych brzmień z lat 90. z udziałem Paula Van Havera, znanego szerszej publiczności jako Stromae. Madonna poznała belgijskiego producenta przy okazji nagrywania albumu Rebel Heart, ale do ich współpracy doszło dopiero dekadę później. Co z tego wyszło? Mroczne, brudne, rytmiczne, zimne, żywcem jakby wyrwane z albumu Erotica cacko – kolejny zaskakujący zwrot akcji na finiszu płyty. I ten fortepian pod koniec utworu – wow! Madonna przekazuje, że popełnianie błędów jest elementem rozwoju każdego człowieka i może być źródłem wewnętrznej siły – z każdego upadku można się podnieść i wyjść z niego mądrzejszym i silniejszym. Nie da się ukryć, że M odnosi się tutaj do swojej przeszłości, skandali, które wywołała i porażek, które odniosła. Akceptacja własnych wad i mrocznych stron było dla niej w pewnym sensie zbawienne i ochroniło ją przed hipokryzją oraz ignorancją wielu ludzi. Bardzo wymowny w tym kontekście staje się wers moje blizny są moją zbroją. Warto było czekać na tę współpracę tak długo.
14. Betrayal / ★★★★★
Zanurzania się w klimat Erotiki ciąg dalszy. Saksofonowy motyw rozpoczynający utwór od razu kieruje mnie w stronę Where Life Begins. W ogólnym kontekście Madonna analizuje mechanizmy zdrady, niepewności, nadszarpniętego zaufania i kłamstwa. Gdy jednak wejdziemy głębiej w tekst, można tutaj dostrzec próbę rozliczenia się ze swoją macochą Joan i bolesnymi doświadczeniami z dzieciństwa, tuż po śmierci swojej matki. Joan jest tutaj wspominana w kontekście osoby, która szybko zajęła w domu miejsce jej matki, traktowała ją w domu jak służącą i zmuszała do opieki nad młodszym rodzeństwem. Te wydarzenia zrodziły w niej ducha wiecznej buntowniczki i potrzebę ucieczki do Nowego Jorku. Madonna symbolicznie odcina się od toksycznej relacji z nią i spowita zimnym, powolnie wijącym się niczym wąż, syntezatorowym rytmem przechodzi pewnego rodzaju terapię i żegna się z dawnymi urazami. Nie sądziłem, że Madonna po 34 latach tak mocno muzycznie wejdzie w mrok i smutek, który krył się za Erotiką. Brak mi słów!
15. The Test / ★★★★★
Piosenka napisana przez Madonnę we współpracy z jej córką Lourdes Leon. Utwór podejmuje temat ich trudnej, ale ostatecznie uzdrowionej relacji rodzinnej. W pewnym sensie mamy tutaj do czynienia z zatoczeniem pewnego koła, które zostało wprawione w ruch wraz z ambientowo – drum ‘n’ bassową kołysanką Little Star z albumu Ray of Light. Na początku utworu M używa nawet tego określenia. The Test przyjemnie wibruje elektronicznym echem tamtego numeru, będąc jednocześnie jednym z najspokojniejszych i urokliwych momentów Confessions II.
16. L.E.S. Girl / ★★★★★
Madonna, podobnie jak w Danceterii, przenosi się w czasie do początków swojej kariery w Nowym Jorku, do dzielnicy Lower East Side, w której znajdowało się jej pierwsze samodzielne mieszkanie, w której rodził się jej styl i pierwsze muzyczne projekty takie jak zespół The Breakfast Club. Rozpoczęta wraz z mrocznym I Feel So Free impreza dobiega końca, a Madonna odbywa nostalgiczną podróż do przełomu lat 70. i 80., kiedy stawiała pierwsze kroki w wielkim mieście, walczyła o przetrwanie i przeżywała pierwsze, burzliwe miłości. Mimo, że tamte lata przeminęły, to właśnie doświadczenia z nich ukształtowały ją później jako artystkę. L.E.S. Girl to Madonna – dziewczyna, która rozpychała się łokciami, by przetrwać. Kapitalne, akustyczne zakończenie najbardziej autobiograficznej płyty w jej dorobku.
Confessions II jest pierwszym albumem Madonny od niepamiętnych czasów (śmiem stwierdzić, że od ery Ray of Light) który został wprowadzony na rynek niemal doskonale zaplanowaną kampanią marketingową. Za oprawę wizualną, dyrekcję artystyczną i typografię całej ery odpowiada dokładnie to samo studio kreatywne, które stworzyło ikoniczną i nagrodzoną Grammy kampanię dla albumu BRAT Charli XCX. Począwszy od startu promocji w kwietniu do teraz, praktycznie co tydzień publiczność jest podgrzewana rozmaitymi nowinkami związanymi z płytą w różnych kanałach dotarcia – występami, rozmaitymi eventami, nowymi piosenkami, remiksami, filmem wizualnym, wywiadami, plakatami, alternatywnymi formami promocji stworzonymi w kooperacji z markami tj. Grindr, Absolut czy TikTok. Dosłownie cały czas coś się dzieje i myślę, że będzie się jeszcze działo przez dobrych parę tygodni od premiery krążka, co w odróżnieniu od poprzednich trzech krążków M prawdopodobnie da mu długie komercyjne życie. Myślę, że kolejną dużą niespodzianką, która zostanie odpalona w najbliższym czasie będzie edycja Super Deluxe powiększona o kolejne 8 nowych, istniejących utworów. Może wreszcie doczekamy się duetu z Kylie Minogue? Jednym słowem – mroczna era Interscope naprawdę dobiegła końca!
Na tym albumie dużo mówię o świadomości i wolności. Taniec to nie jest coś głupiego i bezmyślnego – pozwala ludziom tworzyć wspólnotę i łączyć się ze sobą. Parkiet staje się przestrzenią rytuału, miejscem, gdzie ciało i umysł odzyskują wolność, gdzie znika lęk, a ty możesz wznieść się na wyższy poziom świadomości. – tak w jednym z ostatnich wywiadów Madonna skwitowała swoje najnowsze dzieło. Emocji, które towarzyszyły mi przy odsłuchu tego albumu nie można określić bardziej precyzyjnie. Konfesyjny vibe czuć tutaj o wiele bardziej niż na pierwszej odsłonie płyty z 2005 roku. Piosenka po piosence, mamy co chwilę do czynienia nie tylko z wyznaniami, ale i subtelnymi nawiązaniami do poprzednich wydawnictw M. Confessions II przesiąknął do cna sentymentalną podróżą do przeszłości, której Madonna doświadczyła w trakcie wielomiesięcznego pisania scenariusza do swojej filmowej biografii oraz bardzo osobistymi przemyśleniami na temat wydarzeń, które miały miejsce w jej życiu w ostatnim czasie. Madonna, Stuart Price i dobrani przez nich współproducenci odwalili kawał dobrej roboty, czyniąc z tej płyty jedną wielką celebrację muzyki house i wywodzących się z niej podgatunków. Tak jak Madonna nie miała oczekiwań co do odbioru tej płyty, tak i ja, po serii bardzo nierównych wydawnictw z ostatnich dwóch dekad, nie miałem szczególnych oczekiwań wobec tego, co usłyszę tym razem. I to był dobry punkt wyjścia – Madonna znowu zaskoczyła mnie albumem kompletnym, prawdziwie wciągającym, zawierającym niewielkie zgrzyty, ale zrobionym z takim pietyzmem i pasją, jak niegdyś legendarne Erotica, Ray of Light czy Confessions I. Confessions II to triumf, na który czekaliśmy ponad dwie dekady. Królowa Popu wróciła w najlepszym wydaniu!
