Madonna – Who’s That Girl OST (1987)

Madonna - Who's That Girl
Madonna | Who’s That Girl | 21 VII 1987 | ★★★★

W 1987 roku Madonna była dla swojej wytwórni płytowej totalną żyłą złota. Będąc gwiazdą pierwszego formatu mogła pozwolić sobie na rozmaite fanaberie – priorytetową zachcianką był dla niej wówczas podbój Hollywood. Pod koniec 1986 roku zamiast zabrać się za nagrywanie kolejnego studyjnego albumu, który mógł przynieść krocie, gwiazda wolała swój odmierzany w dolarach czas poświęcić na kręcenie kolejnego nierentownego bubla. Nie trudno się domyślić, że dla wytwórni piosenkarki był to czas stracony. Madonna dopięła jednak swego i jej nowy filmowy projekt dostał od Warnera zielone światło. Plan na kolejną studyjną płytę, która spokojnie mogła zmaterializować się w 1987 roku zastąpiono rozwiązaniami alternatywnymi. Pierwszym takim rozwiązaniem była ścieżka dźwiękowa do filmu, na kręcenie którego Madonna poświęciła blisko pół roku. Drugim miała być składanka największych przebojów. Z tego pomysłu finalnie zrodził się innowacyjny jak na tamte czasy remix-album You Can Dance. Jak w porównaniu z nim wypadł soundtrack Who’s That Girl?

Who’s That Girl nie jest w całości płytą Madonny. Znajdują się tutaj jedynie cztery kompozycje z jej udziałem, które powstały w trakcie kręcenia zdjęć do filmu. Who’s That Girl i The Look of Love wyszły z rąk Patricka Leonarda, zaś nad Causing a Commotion i Can’t Stop pracował Stephen Bray. Obok tych utworów na soundtrack wciśnięto trzy utwory wykonawców raczkujących w stajni Warnera – Michaela Davidsona, Club Nouveau i Scritti Politti. Warner użył ścieżki dźwiękowej do dyfuzji ich dokonań na rozmaitych rynkach. Nie wiem czy oni naprawdę wierzyli w to, że wciśnięcie takich pętactw na tę płytę zwiększy popularność ich wykonawców. Raczej obstawiam, że mieli nadzieję na znalezienie gdzieś jakichś gamoni, którym a nuż coś z tych propozycji się spodoba. Imię Madonny na płycie zdecydowanie zwiększało prawdopodobieństwo trafienia na takich oszołomów. Czas pokazał, że finalnie nie było ich zbyt wielu. Na prośbę Madonny na płycie znalazły się także utwory, których autorem był Duncan Faure i Coati Mundi.

Nie trudno domyślić się, że uwaga Madonny i wytwórni w całym soundtracku skupiła się przede wszystkim na nagraniu tytułowym. Latynoskie motywy w muzyce Madonny kapitalnie sprawdziły się w wydanym na początku 1987 roku singlu La Isla Bonita. Po sukcesie tej wdzięcznie wybrzmiewającej popowo-latynoskiej nuty głupotą byłoby nie pociągnąć tematu, zwłaszcza, że na tapecie była „tylko” ścieżka dźwiękowa do komedii, przy której można było sobie spokojnie pozwolić na odcięcie paru kuponów. Przedstawiciele Warnera wiedzieli, że film nie będzie hitem, więc sprytnie uprzedzili fakty, wydając singiel Who’s That Girl ponad miesiąc przed premierą kinową filmu. W momencie kiedy film dosłownie zatonął na amerykańskim box office, Warner zdążył odtrąbić sukces promującego go muzycznego motywu i przypudrować nim kolejny nieudany aktorski wybryk swojej wschodzącej gwiazdy. Zorganizowanie wyprzedanej na pniu trasy koncertowej w tym samym czasie pod szyldem Who’s That Girl Tour dodatkowo zamortyzowało ogólną złą famę wywołaną filmową porażką.

Kompozycja Who’s That Girl to klasyczna ejtisowa Madonna. Mieszanka automatu perkusyjnego, gitary i pianina. W refrenie użyto hiszpańskich fraz, zaś w końcowych partiach efektu sonicznego polegającego na nachodzeniu na siebie kilku różnych linii wokalnych. Na drugim singlu pojawił się taneczny, utrzymany trochę w stylu high energy Causing a Commotion. Radiowy i klubowy hit, odskocznia od dokonań Madonny z tamtego okresu, bardziej ciekawostka niż klasyk. The Look of Love jest jedną z bardziej uroczych ballad Madonny. Taki mały, niepozorny klejnocik skrzętnie schowany w jej dyskografii. Na tle tych trzech, mocno różnych utworów ostatnie nagranie w wykonaniu Madonny – Can’t Stop brzmi potwornie zapyziale, jak odrzut z True Blue namaszczony infantylnością Like a Virgin. Umieszczony pod koniec tracklisty perfekcyjnie wtopił się w pozostałe, niemrawe tracki z tej płyty.

Najbardziej znaną grupą w tamtym czasie, która pojawiła się na tej płycie była debiutująca w 1986 roku formacja Club Nouveau grająca muzykę z pogranicza r&b, soulu i new jack swingu. Kapela miała na swoim koncie jeden No. 1 na amerykańskiej liście przebojów – cover Billa Withersa Lean on Me, który w 1987 roku nagrodzono nawet nagrodą Grammy. Poza tym utworem dyskografię tego zespołu można nazwać jedną wielką nicością – nigdy później nie zabłysnęli już niczym. Nagrana specjalnie na ścieżkę dźwiękową do Who’s That Girl, przypudrowana new jack swingiem kompozycja Step by Step nie zaskakuje niczym, poza tym, że pasuje do pozostałych piosenek jak pięść do oka.

Zalatujący euro-disco Turn It Up Michaela Davidsona był w 1987 roku względnym klubowym przebojem. Cóż z tego, jak gwiazdor nie wydał ani jednej płyty, a jego dorobek zakończył się na… dwóch singlach. Synth-funkowego Best Thing Ever brytyjskiej formacji Scritti Politti nawet da się przesłuchać więcej niż raz. Warner zrobił im prezent na 10-lecie istnienia. Niestety ekspozycja na niby-albumie Madonny nie przyniosła wymiernych efektów dla tej formacji na amerykańskim rynku, mimo, że kapela jakimś cudem istnieje po dzień dzisiejszy. Najgorsze nagrania na ten album dostarczyli jednak protegowani Madonny – El Coco Loco Andy’ego Hernandeza aka Coati Mundi i 24 Hours Duncana Faure’a to naprawdę chłam pierwszej klasy. Logika inwestowania i promowania czegoś takiego – zerowa.

Who’s That Girl to taki trochę album-pułapka dla fanów Madonny w czasach, kiedy płyty nie wyciekały kilka tygodni przed premierą, ani nie można było przesłuchać nagrań, albo chociaż ich fragmentów w internecie. Żeby przesłuchać nowego materiału nagranego przez artystę pozostawało kupić płytę lub kasetę. Tytułowym singlem zręcznie uwiedziono wszystkich rozkochanych w hitowej Bonicie. Nadając taki sam tytuł singlowi, albumowi, filmowi oraz trasie koncertowej wytwórni Warner udało się zamazać aktorską kompromitację Madonny, nie wspominając o pokryciu z nawiązką jej kosztów. Na płytę nabrało się blisko 5 milionów jednostek. Gdybym w tamtym czasie kupił taki krążek, poczułbym się jak idiota nabity w butelkę. Prócz tytułowego nagrania i w miarę zgrabnie brzmiącej ballady The Look of Love nie ma na tej płycie nic wartego uwagi. Niektórych może połechce jeszcze Causing a Commotion. Dla pozostałych numerów szkoda kaleczyć uszy.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s