
W karierze każdego artysty są utwory, które mimo, że nie były komercyjnymi przebojami, to odznaczyły się w jakiś inny, wyjątkowy sposób na jego muzycznej ścieżce. Kilka lat temu przedstawiłem Wam ranking 10 niesinglowych piosenek Madonny, które trzeba znać, a następnie, idąc jego tropem, popełniłem podobny o piosenkach z repertuaru Kylie Minogue. W jej dyskografii aż roi się od ukrytych klejnotów! Gdybym spotkał ją osobiście powiedziałbym jej: Kylie, jesteś po prostu niemożliwa, że masz na swoim koncie tyle lost hits & hidden gems! Z okazji premiery serialu KYLIE, który miał miejsce na platformie Netfilx postanowiłem odkurzyć ów ranking i dokonać jego aktualizacji. Jakie piosenki dodałem do listy? Sprawdźcie!
Falling / z albumu Kylie Minogue (1994)
Jeden z najbardziej interesujących numerów, jaki stworzyła Kylie Minogue w początkowych latach swojej kariery. Piosenka została napisana przez duet Pet Shop Boys jako radosny, popowy utwór w stylu pierwszych dokonań Kylie. W 1993 roku Australijka podpisała jednak kontrakt z niezależną brytyjską wytwórnią DeConstruction Records. Minogue postanowiła zerwać z lansowanym od 1987 roku wizerunkiem słodkiej gwiazdki popu i powędrować stylistycznie w bardziej niezależne i nowoczesne brzmienia. Falling trafił więc w ręce house’owego duetu z Brighton, Fire Island, który nadał piosence mrocznego, hipnotyzującego i transowego sznytu, kierując go wprost w ramiona opartego na głębokim basie i syntezatorach deep house’u a la ówczesna Björk. Kylie zmysłowo wyrecytowała, a momentami wręcz wyszeptała tekst wyraźnie inspirując się Madonną z Justify My Love. Takie połączenie zaowocowało bardzo odważnym numerem, który trwając w wersji albumowej niemal 7 minut, wyłamał się z wszelkich prawideł, które do tej pory rządziły stylem Kylie.
Limbo / z albumu Impossible Princess (1997)
Najbardziej odjechany i intensywny utwór z wybitnie niedocenionej i zapomnianej płyty w dyskografii Kylie jaką jest Impossible Princess. Ten podrasowany perkusją i gitarami, dark – dance – techno banger jest obok Drunk jednym z najlepszych momentów szóstej płyty Kylie. Limbo było piosenką, którą gwiazda pierwotnie wybrała jako tą, która miała promować Impossible Princess w pierwszej kolejności. Wytwórnia DeConstruction, pod szyldem której działała w tamtym czasie Minogue nie była jednak zadowolona z tego wyboru, uważając że kawałek jest zbyt hardkorowy jak na pierwszy singiel. Piosence nie pomógł szorstki przekaz w niej zawarty. Kylie śpiewa tutaj o frustracji i uczuciu pewnego rodzaju uwięzienia. Nie są to tematy wybitnie nośne i mainstreamowe. Wytwórnia namówiła piosenkarkę do przedłużenia sesji nagraniowych i do współpracy z Jamesem Deanem Bradfieldem, czego efektem była zmiana pierwszego singla na bardziej rockowy, ale niestety słabo reprezentatywny dla całej płyty Some Kind of Bliss. Limbo umieszczono jako b-side tego singla. Numer trafił także jako promo do australijskich stacji radiowych. Czas zweryfikował jednak obydwa nagrania i to Limbo jest dzisiaj uznawany za prawdziwy highlight Impossible Princess. Natomiast Some Kind of Bliss zginął w jego blasku, podobnie jak w starciu z większością nagrań z krążka.
Through the Years / z albumu Impossible Princess (1997)
Impossible Princess jest najgorzej sprzedającą się płytą Kylie Minogue. Sprzedaż w jej przypadku jest jednak wprost proporcjonalna do nowej jakości, jaką Kylie zaprezentowała na tym krążku. Dla mnie jest to jej najlepszy album. Najbardziej dopracowany, płynący z jej wnętrza, nieprzewidywalny, kompletnie odjechany i inny od mainstreamowej Kylie wojującej na listach przebojów. Płyta skrywa masę świetnych nagrań. W zasadzie mógłbym w tym rankingu umieścić połowę tej płyty. Wybrałem jednak dwa utwory. Pierwszy już poznaliście. Drugim jest Through the Years. Jeśli Kylie wydałaby płytę w stylu madonnowej Erotiki, to właśnie tak brzmiałaby jej wersja. Through the Years to mroczna, śpiewano – mówiono – szeptana, wpadająca momentami w trip – hop, seksowna i sensualna, a jednocześnie przepełniona złością rozprawa z byłym partnerem. Dźwięki syntetycznych bębnów wzbogacono tutaj zmysłowymi saksofonowymi wstawkami. Cały ładunek emocjonalny zostaje uwolniony w perkusyjnej wariacji, która pojawia się w drugiej części utworu. Takiej jazzowo – avant – indie – popowej, rozkosznie sączącej się z głośników Kylie nie znacie. Takiej Kylie aż chce się słuchać! I takiej Kylie, według zapowiedzi samej autorki już nie będzie – więc czym prędzej sięgajcie po Impossible Princess.
Light Years / z albumu Light Years (2000)
Takiego zakończenia jak siódma płyta Kylie nie ma prawdopodobnie żaden jej inny album. Tytułowy Light Years to totalne cosmic – disco – trance – ride mocno inspirowane I Feel Love Donny Summer i będące jednocześnie hołdem dla Królowej Disco. Jeśli kiedyś zastanawiałeś się jaki numer Kylie mógłby zniszczyć Cię na parkiecie, to Light Years będzie do tego zadania pierwszorzędnym wyborem. Jest to także nagranie, w którym Kylie wyciąga takie wokalne góry, jakich nigdy byście się po niej nie spodziewali. Po przesłuchaniu tego utworu już nie będziecie mieli żadnych wątpliwości co do jej umiejętności wokalnych – jeżeli oczywiście jakiekolwiek kiedyś mieliście. Na albumie Light Years można znaleźć mnóstwo przykładów kiczowatego euro – dance. Tytułowe nagranie nie należy jednak do tego grona i będąc kapitalnym, futurystycznym sztosem zaskoczy Wasze ucho, jak mało który nieznany Wam utwór Kylie.
Love Affair / z albumu Fever (2001)
Jeżeli miałbym wskazać jakiś utwór z Fever, który powinien zostać wydany na singlu to bez zastanowienia postawiłbym na Love Affair. Jestem pewien, że ten perfekcyjny euro – dance – popowy numer z najlepszą możliwą, prawdziwie uwodzicielską Kylie na froncie stałby się jej kolejnym z tamtej ery klubowym killerem. Killerem, przy którym na parkiecie można odpłynąć tylko w kosmos. Love Affair to esencja Kylie Minogue z początku XXI wieku. Świetnie wyprodukowany, gorączkowy, transowy, momentami podbarwiony gitarami track brzmiący pod koniec Fever jak marzenie. Najlepsze możliwe taneczne, wybitnie ekstatyczne uzupełnienie do In Your Eyes, który aż chciałoby się usłyszeć w klubie o 3 w nocy! Jeżeli macie ochotę na więcej – odpalcie sobie podobne brzmieniowo Tightrope.
Loving Days / z albumu Body Language (2003)
Jeden z najlepszych i fantazyjnych tracków na Body Language ukryto pod koniec tracklisty tego krążka. Mowa o epickiej, sensualnej, nagranej przy akompaniamencie orkiestry balladzie Loving Days. Kylie potrafi być zmysłowa, hipnotyzująca i uwodzicielska. Ten wirujący, trochę mroczny, nawiązujący klimatem do Impossible Princess utwór jest jednocześnie najbardziej wyróżniającą się piosenką na Body Language. Zręczne, eteryczne wokale Minogue i przyjemny rytm utworu działają na ucho wyjątkowo kojąco. Najlepsza możliwa balladowa Kylie jaką można sobie wyobrazić.
Like a Drug / z albumu X (2007)
Do dzisiaj zastanawiam się, kto decydował o wyborze singli z dziesiątej płyty Kylie. Krążek X był reklamowany i zapowiadany jako najbardziej wysycony elektroniką w karierze Australijki. Z tej okazji na pierwszym, ogólnoświatowym singlu promującym płytę wylądowała… pop – rockowa, nawet trochę glamowa, gitarowo – fortepianowa kompozycja 2 Hearts, a w USA postanowiono lansować krążek ubarwioną r&b popłuczyną All I See. Najlepsze, najbardziej reprezentatywne dla płyty numery postanowiono za to skrzętnie schować, tak żeby przez przypadek nie stały się przebojami. Jednym z takich tracków był mieniący się od surowego, skwierczącego i agresywnego dark – electro Like a Drug. Nagranie podobno miało być pierwszym singlem w USA, ale według specjalistów z ówczesnej wytwórni Kylie było zbyt odważne dla amerykańskiego rynku, który w tamtym czasie kochał czarne brzmienia. Dlaczego więc Kylie miałaby się wybijać z jakimś tam niebywale nośnym, trzaskającym, electro – monsterem, uznawanym przez wielu za najlepszy moment X? Mogła za to zrobić z siebie idiotkę udając Beyoncé. Dziwne, że rok później Lady Gaga już nie musiała wzorować się na pannie Knowles. What a shame!
Speakerphone / z albumu X (2007)
Kolejna elektro – błyskotka, która znalazła swoje miejsce na trackliście albumu X i nie została należycie wypromowana, mimo wielu nawoływań fanów i krytyków. Nawet sama Kylie w jednym z późniejszych wywiadów przyznała, że była to jedna z piosenek, która wyprzedziła czasy, w których została wydana. Nie znajdziecie podobnej piosenki w dyskografii Kylie Minogue. Speakerphone to wyprodukowany przez duet Bloodshy & Avant robotyczny – hipno – funkowy, odjechany, brzmieniowy i wokalny eksperyment. Wokal Kylie został tutaj poddany sporej obróbce komputerowej, a całość numeru postawiono na samplu zaczerpniętym z kompozycji Sing Sing szwedzkiego disco – funkowego projektu Gaz z 1978 roku. W 2013 roku Salsoul Records wytoczyła artystce i jej wytwórni proces za bezprawne użycie fragmentów z utworu Gaz. Tak czy siak, oldschoolowy fragment bębnów inkorporowany do Speakerphone zrobił swoją robotę, ponieważ to dzięki niemu nagranie zyskało swój specyficzny, cholernie zaraźliwy rytm. W 2008 roku nawet Madonna umieściła Speakerphone na playliście swoich ulubionych nagrań, umieszczonej na iTunes, uznając jednocześnie to nagranie na najlepszy moment albumu X. Wiele osób krytykowało Speakerphone za auto – tune. Przypomnijcie sobie jednak ile później powstało takich komputerowych numerów, które tygodniami okupowały szczytowe partie list przebojów. Wielka szkoda, że w 2007 roku team Kylie był tak zachowawczy w doborze singlowego materiału. Music make you lose control!
Cherry Bomb / z wydań In My Arms (EU CD Single) + Wow (UK CD Single/Digital EP) (2008)
Cherry Bomb to odrzut z sesji nagraniowych do albumu X. Piosenka jakimś cudem nie znalazła się na finalnej trackliście albumu, ustępując miejsca takim gniotom jak All I See, Cosmic czy Nu-di-ty. Nagranie ukazało się jednak jako b-side singli In My Arms i Wow. Generalnie – jest to świetny, wyprodukowany przez Bloodshy & Avant, natychmiast wrzynający się w głowę electro – popowy banger, który aż prosił się o wydanie jako główny singiel promujący album X. Nie rozumiem jak taki zadziorny, buńczuczny, mocno elektroniczny i charakterny kawałek mógł wylądować poza główną tracklistą dziesiątego krążka Kylie. Coś nieprawdopodobnego. Numer rewelacyjnie wpisałby się w startującą w tamtym czasie modę na electro – pop, prawdopodobnie stając się jednym z większych przebojów Kylie na rynku europejskim i australijskim. Jest to kolejny dowód na to, jak gigantyczną kopalnią straconych szans była era albumu X.
Closer / z albumu Aphrodite (2010)
Najjaśniejszą gwiazdą w koronie Aphrodite od początku był dla mnie wyprodukowany przez Stuarta Price’a Closer. To żarzące się rozgrzanymi syntezatorami, intensywne dark – disco przez wielu fanów i krytyków zostało uznane za najoryginalniejszy punkt jedenastej płyty Kylie. Bez wątpienia jest to jedno z najbardziej hipnotyzujących i porywających nagrań Minogue z ostatniej dekady jej działalności. Szkoda, że DISCO nie przybrało takiego kursu, tylko powędrowało bardziej w stronę retro – funku. Ale dzisiaj moda nakazuje wykonawcom bardziej cofać się wstecz, niż iść wprzód. Mimo tego, inspiracja intensywnymi dźwiękami generowanymi przez Cerrone jest w Closer dość wyraźnie wyczuwalna. Price ma rozpracowane błyskotki gigantów disco sprzed kilku dekad do perfekcji. Dlatego jego produkcje brzmią i uzależniają dziś tak samo wybornie jak 10 czy 15 lat temu.
Cupid Boy / z albumu Aphrodite (2010)
W finalnej części albumu Aphrodite umieszczono poszarpane, elektroniczno – gitarowe Cupid Boy. Jest to jeden z utworów, w których maczał palce Stuart Price, odpowiedzialny za brzmienie Confessions on a Dance Floor Madonny. Czuć tutaj wiatr wiejący z tamtego albumu. Słuchając Boy’a ma się ochotę wrócić do zadzierzystego, gitarowego I Love New York, czy vocoderowego How High. W odróżnieniu do tamtych numerów, utwór Kylie podkręcono jeszcze charakterystycznym dla Australijki dziewczęcym powabem, który wraz z potężnym, poprzedzonym rewelacyjnym wstępem refrenem złożył się na jedno z najmocniejszych ogniw Aphrodite. W numerze sprytnie puszczono oko do pierwszych dokonań New Order z początku lat 80. Początkowo piosenka miała być trzecim singlem promującym album Aphrodite. Wybór ostatecznie padł jednak na Better Than Today, a Boy otrzymał zielone światło jako następny w kolei. Better Than Today zaliczył jednak mocną komercyjną klapę, co spowodowało zamrożenie dalszych singlowych wydań z Aphrodite. Pół roku później dzięki świetnemu przyjęciu na trasie koncertowej wydano jednak Put Your Hands Up (If You Feel Love), na którym umieszczono jeden remiks Cupid Boy i wersję live tego nagrania. Szkoda, że Aphrodite po świetnym starcie musiało dołączyć do grona albumów z schrzanioną singlową promocją. Takie już niestety były uroki bytności Kylie w ramionach Parlophone – nic w tej kwestii nie zmieniło się aż do zakończenia ich współpracy.
Raining Glitter / z albumu Golden (2018)
Golden nie należy do moich ulubionych albumów Kylie Minogue. Połączenie country z klasycznym dance – popowym stylem Australijki w takiej ilości nie do końca przekonało moje uszy. To płyta, która wyjątkowo źle się starzeje. Nie zmienia to faktu, że to ten album odpalił przygasłą pod szyldem Parlophone karierę Minogue i wprowadził ją na tory, na których Kylie dowiozła nam później o wiele lepsze albumy DISCO i Tension. Raining Glitter nie do końca można uznać za utwór niesinglowy, bowiem piosenka trafiła na takowy, tyle, że promocyjny, niekoniecznie wyeksponowany wszędzie tak jak typowy singiel komercyjny. Wielu fanów nie może do dzisiaj przeboleć, że wytwórnia nie zdecydowała się na większą medialną ekspozycję tej piosenki – ja również należę do tego grona. Raining Glitter zgrabnie połączył w sobie gitarę a la country z typowym dla Kylie disco – house’owym rytmem, jakiego w tamtym czasie bardzo brakowało fanom gwiazdy. Gdyby cały album Golden był tak delikatnie przyprawiony dźwiękami w stylu country, pozostawiając klasyczny disco – dance – popowy styl Kylie jako dominujący, zostałby moim zdaniem o wiele lepiej odebrany – zarówno przez krytyków, jak i przez fanów.
Somebody to Love / z albumu Tension (2023)
Synth – popowa, klasyczna perełka ukryta na końcu rozszerzonej wersji albumu Tension. Kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy, nie mogłem wyjść z podziwu, że ta prosta, wzruszająca i zarazem euforyczna piosenka nawołująca do otwarcia swojego serca dla kogoś nowego nie znalazła się w podstawowej wersji albumu! Przyjemna linia basu, budujący tekst, miękkie, syntetyczne brzmienie delikatnie przywodzące na myśl lata 80. i ciepły, popowy wokal Minogue, który spoił całą kompozycję, uczyniły z tej niepozornej piosenki, może nie tyle stracony singiel, co dobrej klasy, podnoszący na duchu deep – cut, jaki co pewien czas bardzo miło jest usłyszeć u Kylie.
Good As Gone / z albumu Tension II (2024)
Popowe, mieniące się tanecznym zacięciem piosenki można podzielić na te, które natychmiastowo wpadają w ucho, stają się przebojami lub faworytami fanów oraz na te, które potrzebują trochę czasu, by dojrzeć i albo stać się hitami, albo jednorazowymi, sezonowymi kawałkami do których po pewnym czasie nie wraca praktycznie nikt. Good As Gone zalicza się bez wątpienia do pierwszej grupy. Kylie od pierwszej sekundy wodzi słuchacza na pokuszenie budując napięcie na tle mocno zarysowanej, brudnej linii basu. Na chwytliwy, wrzynający się w głowę refren nie trzeba czekać zbyt długo – Minogue bardzo szybko przechodzi do konkretów, dosłownie w momencie wciągając nas na parkiet pełen gorących ciał, wirujących w rytm smyków i ubranego w stylowe łaszki oldschoolowego disco – house’u. Jak można byłoby nie uwielbiać takiej Kylie?
