
Spektakularne, eksplorujące klubowe brzmienia albumy wydane przez diwy muzyki w ostatnich latach kompletnie zdemolowały mój, opublikowany kilka lat temu ranking najlepszych albumów wypełnionych tanecznymi killerami. Dzisiaj, zainspirowany ostatnimi premierami muzycznymi postanowiłem dokonać wielkiej dekonstrukcji tamtego zestawienia i rozszerzyć jego zasięg nie tyle o albumy, co o całe muzyczne ery. Co z tego wyszło? Kto zasiadł na szczycie zestawienia? Czy znalazło się miejsce dla młodego pokolenia? Wybór nie był łatwy, ale udało się. Łapcie 10 elektryzujących er od muzycznych diw, wypełnionych tanecznymi bangerami!
10. Sophie Ellis – Bextor – Make a Scene (2011)
Dziesięć lat po wydaniu hitowych Murder on the Dancefloor i Get Over You, Sophie Ellis – Bextor postanowiła zawojować taneczny parkiet z jeszcze większym impetem. W okolicach 2008/2009 roku gwiazda planowała wydać kompilację największych przebojów z kilkoma nowymi utworami. Sesje nagraniowe okazały się tak udane, że materiału wystarczyło na album długogrający. Wydany w 2011 roku krążek Make a Scene promowały hitowe, disco – house’owe Heartbreak (Make Me a Dancer) nagrane wspólnie z duetem Freemansons, wirujące, elektroniczne Can’t Fight This Feeling z Juniorem Calderą czy trance’owe Not Giving Up On Love z Arminem van Buurenem. Na single trafiły także nasycone vibe’m lat 80. Bittersweet oraz napisane przez samą Roisin Murphy i Calvina Harrisa synth – popowe On & Off. Na parkiecie świetnie sprawdza się także niesinglowy materiał na czele z wybornie dancefloorowym Magic czy bardziej electro – popowym Homewrecker. Mimo, że płyta nie odniosła zawrotnego sprzedażowego sukcesu, to single ją promujące były ostatnimi numerami Sophie, które były z tak wysoką częstotliwością odtwarzane w europejskich stacjach radiowych i klubach. Nie ma się co dziwić – kawałki z tamtego okresu są do dzisiaj najnośniejszymi numerami w dorobku Brytyjki.
9. Lady Gaga – Chromatica (2020)
Po intymnej wędrówce w zakamarki swojej duszy zwanej Joanne, Lady Gaga na swoim szóstym albumie postanowiła powrócić do czasów swojej największej prominencji, czyniąc z niego jedno wielkie, taneczne tour – de – force. Na płycie Chromatica Gaga penetruje dyskoteki lat 90. w których królował oldschoolowy house, euro – disco – dance a później trance, eurowizyjną scenę zalewał tandetny sh*t, a w telewizji królowały seriale typu Power Rangers. Oprócz singlowego electro – popowego Stupid Love i nagranego w duecie z Arianą Grande disco – funk – house’owego Rain On Me można znaleźć tutaj mnóstwo smaczków, których naprawdę można słuchać bez końca. Do takich należą m.in. robotyczne electro – disco 911, dynamiczne Replay czy przesiąknięte oldschoolowym disco wyrwanym wprost z Vogue Madonny Babylon. Chromatica zawiera niestety kilka generycznych numerów, ale całościowo jest dobrze przemyślaną produkcją, po którą warto sięgnąć. Wielka szkoda, że przez pandemię koronawirusa straciła swoją szansę na bezwzględne zawładnięcie klubami – w normalnej, niepandemicznej rzeczywistości nie miałaby z tym absolutnie żadnego problemu!
8. Dua Lipa – Future Nostalgia (2020)
Future Nostalgia to prawdopodobnie jedna z największych muzycznych niespodzianek 2020 roku. Dua Lipa postanowiła zabawić się muzyką w sposób nieoczywisty, sprytnie odwołując się do złotej ery disco – dance – funku, zgrabnie kreując nostalgicznie wybrzmiewające, ale jednak nowoczesne brzmienia. W zaledwie jedenastu numerach Dua zręcznie upakowała cały konglomerat skojarzeń z wszystkim, co w muzyce tanecznej najlepsze. W czerpiącym garściami z klubowego podziemia lat 80. Physical Brytyjka puściła oko w kierunku legendarnego przeboju Oliwii Newton – John, w Hallucinate upakowała mix Kylie Minogue z czasów Light Years/Fever i wczesnej Lady Gagi, w smykach wybrzmiewających z Love Again pokusiła się o teleportację do najlepszych momentów Confessions on a Dance Floor Madonny, a w hitowym Don’t Start Now cofnęła się do późnych lat 70. kiedy synth – disco przeżywało swój największy rozkwit. Do udziału w typowo klubowym suplemencie do tej płyty – Club Future Nostalgia zaprosiła już samą Madonnę, Gwen Stefani i The Blessed Madonnę. O ile o ocenę i jakość remix – albumu można się kłócić, tak w dźwiękach płynących z studyjnej Future Nostalgii można się tylko rozpłynąć!
7. Charli XCX – brat (2024)
Tego albumu nie trzeba chyba nikomu przypominać. Nie ma drugiej takiej płyty wydanej w tej dekadzie, która tak mocno zredefiniowałaby współczesny dance – pop. Wydanie tego albumu nie tylko wywołało zjawisko kulturowe brat summer, ale bardzo mocno przesunęło granice tego, co jest akceptowalne w mainstreamowych klubach i radiu. Agresywne, brudne i surowe brzmienia z rave’owych klubów w stylu Guess czy 365 wyskoczyły z undergroundu wprost na listy przebojów, a taneczne bity skontrastowane z brutalnie szczerymi tekstami w Sympathy Is a Knife lub Girl, so confusing stały się zarzewiem metamodernistycznego club popu przy którym można jednocześnie płakać i przeżywać duchowe oczyszczenie.Nie sposób zapomnieć wiralowego, utrzymanego w bardziej konwencjonalnym stylu Apple i reprezentującego acid techno i electro – house, głośnego i chaotycznego, nadającego ton całej erze Von Dutch. To nie jest płyta dla każdego – fani konwencjonalnego podejścia do disco – dance – electro mogą już o niej nie pamiętać, ale dla bywalców rave’owych imprez stała się Biblią, którą ciężko będzie komuś kiedyś przebić.
6. Beyoncé – RENAISSANCE (2022)
RENAISSANCE to powrót do ery bardziej beztroskiej Beyoncé tworzącej muzykę do zabawy, tańca, zatracenia się w niej i zapomnienia o problemach otaczającej nas rzeczywistości. Bey kieruje uwagę słuchaczy na początki muzyki house, które miały miejsce pięć dekad temu w zadymionych wielkomiejskich i wówczas typowo undergroundowych amerykańskich klubach. Promocję albumu zainaugurował sprężysty, czerpiący z handbag house’u BREAK MY SOUL, do którego stworzono także kapitalny, bazujący na Vogue Madonny THE QUEENS REMIX. Zadowoleni mogli być także wielbiciele Michaela Jacksona – drugi singiel, brass – funkowy, czerpiący z oldschoolowego disco CUFF IT to prawdziwy brzmieniowy hołd dla Króla Popu i jego dokonań z czasów The Jackson 5. Z głowy nie sposób wyrzucić także retro – disco – house’owej xtravaganzy PURE / HONEY, nagranego z udziałem samej Grace Jones MOVE, czy synth – popowego VIRGO’S GROOVE. No i najważniejszy, zamykający całość SUMMER RENAISSANCE będący najbardziej oryginalną, zaskakującą i zawadiacką współczesną reminescencją legendarnego I Feel Love Donny Summer jaką słyszałem. Ten album to prawdziwy renesans prostych struktur, organicznych dźwięków, hooków i uniwersalnych przesłań, które uczyniły niegdyś z disco i house’u prawdziwe gwiazdy. Queen Bey udźwignęła temat po mistrzowsku!
5. Róisín Murphy – Overpowered (2007)
Overpowered to krążek, który spokojnie można zakwalifikować w ramy współczesnego avant – disco – popu czerpiącego garściami z dorobku lat 70. i 80. Bulgoczące, zmysłowe, ociekające emocjami numery zabierają słuchacza do jakiejś odjechanej, undergroundowej dyskoteki, gdzie każdy może poczuć się wolny. Konia z rzędem temu, kto nie pamięta tych buzujących, syntetycznych dźwięków, które uczyniły z tytułowego Overpowered absolutny hymn mocno jakościowej muzyki elektronicznej. Jeśli nie znasz tego numeru, daj się wciągnąć tej ekstrawaganckiej, elektrycznej fali. Nie pożałujesz! Przywodzący sentymentalną myśl o legendarnym Killerze/Papa Was a Rolling Stone George’a Michaela You Know Me Better utwierdzi Cię w przekonaniu, że warto było dać się porwać Pani Murphy na parkiet a glamowe, zalatujące electro a la Goldfrapp Movie Star czy dudniące Cry Baby zaprowadzą Cię do najmroczniejszych, klubowych czeluści.
4. Jessie Ware – What’s Your Pleasure? (2020) / That! Feels Good! (2023) / Superbloom (2026)
Czwarty krążek Jessie Ware What’s Your Pleasure? był klasą samą w sobie. Słuchając tej płyty miałem wrażenie, jakbym żywcem przeniósł się w czasy, kiedy na listach przebojów królowały Diana Ross, Donna Summer, Ami Stewart, CHIC czy Kool & The Gang. W całym zestawie najbardziej lśnią tytułowe, zaczepne, mieniące się syntezatorami What’s Your Pleasure?, wypełniony smykami i rozmaitymi dęciakami, dyskotekowy banger Save a Kiss, funkowe, wyrwane wprost z środka lat 70. Step Into My Life czy pulsujące The Kill. Płyta broni się jako bardzo spójna, przemyślana i perfekcyjnie wyprodukowana całość. Jeśli chcesz przenieść się w czasie pięć dekad wstecz – What’s Your Pleasure? będzie najlepszym możliwym wehikułem czasu, jaki mógłbyś znaleźć. Odbiór płyty był tak dobry, że Jessie pokusiła się o dwa kolejne krążki, rozwijające jej fascynację parkietem: euforyczny, będący wyrazem czystej, imprezowej radości, pewności siebie i wolności That! Feels Good! promowany hymnowym Free Yourself i wydany kilka miesięcy temu bardziej osobisty, ociekający blichtrem i nawiązujący do klimatów legendarnego Studio 54 album Superbloom, serwującym bangery takie jak Ride, Sauna czy No Consequences.
3. Kylie Minogue – Tension (2023) / Tension II (2024)
Kylie Minogue większość swojej kariery oparła na prawdziwej miłości do danceflooru – jej dyskografia dosłownie ugina się od tanecznych hitów! Wystarczy tylko wspomnieć takie przeboje jak Can’t Get You Out of My Head, Spinning Around, All the Lovers czy nowsze Dancing. Po wyjątkowo spójnej i sentymentalnej podróży w czasy vintage – disco – funku lat 70. wraz z albumem DISCO z 2020 roku, Kylie postawiła na brzmieniowe zróżnicowanie i klubowe uderzenie, które zaprezentowała światu na płycie Tension. Australijka wykuła swój największy współczesny hit – uzależniające Padam Padam, a na tracklistę wrzuciła także magnetyczne, tytułowe Tension oraz euro – house’owo, EDM – owe Vegas High. Prawdziwy worek z tanecznymi hitami rozwiązał się jednak przy kontynuacji płyty, albumie Tension II. Bezkompromisowy electro – house’owy singiel Lights Camera Action był zaledwie przedsmakiem, tego co zaoferowała cała płyta. Łączące oldschoolowe disco i nowoczesne electro Taboo, psychodeliczne, dynamiczne Good As Gone czy hipnotyzujące Kiss Bang Bang totalnie rozwaliły system. Mimo, że obydwa te krążki nie były pozbawione mankamentów, to dostarczyły dj – om tyle parkietowych świeżynek, że Kylie jeszcze długo nie wypadnie z pierwszej ligi największych Diw Danceflooru!
2. Slayyyter – WOR$T GIRL IN AMERICA (2026)
Wydając płytę WOR$T GIRL IN AMERICA, Slayyyter dosłownie rozbiła wielką, szklaną dyskotekową kulę, z której wysypały się jedne z najlepszych i najmroczniejszych klubowych bangerów tego roku. Utwory składające się na WOR$T GIRL opierają się na trzech tematycznych, powiązanych ze sobą filarach. Pierwszy stanowią numery będące nostalgicznym powrotem do electro – popowych i electroclashowych brzmień z końca pierwszej dekady XXI wieku – wiralowy DANCE…oraz wpadające w synth – pop i French electro UNKNOWN LOVERZ czy OLD FLING$ będą w tym przypadku najlepszym przykładem. Paczka nostalgicznych numerów przeplata się z fundamentem albumu, który stanowią klubowe, zalatujące industrialnym brudem bangery: pełen przesterów, electro – house’owy BEAT UP CHANEL$, bezkompromisowy, taneczny, doładowany punkową energią CRANK i blendujący techno / electroclash, oparty na metalicznych wokalach YES GODDD. W finalnej części albumu Slayyyter w iście rave’owym szale wykrzykuje wszystkie swoje frustracje na temat kryzysu egzystencjalnego, paranoi, ciemnej strony sławy czy głębokiej depresji. Tutaj największymi faworytami są I’M ACTUALLY KINDA FAMOUS – majstersztyk, płynnie przechodzący z agresywnych, klubowych klimatów w jeden wielki psychodeliczny chaos oraz pełen brudnych, przesterowanych basów $T. LOSER. Pozycja obowiązkowa dla fanów mrocznych, klubowych brzmień, jedna z najlepszych płyt 2026 roku oraz mam nadzieję – zwiastun czegoś jeszcze potężniejszego od Slayyyter w przyszłości!
1. Madonna – Confessions on a Dance Floor (2005) / CONFESSIONS II (2026)
Wraz z wydaniem dziesiątego studyjnego albumu Madonny Confessions on a Dance Floor dyskotekowa kula uruchamiająca nową modę na disco eksplodowała z siłą rażenia bomby atomowej. Chyba nikt we współczesnej historii muzyki popularnej nie opanował jednocześnie klubów, mediów i list przebojów za jednym zamachem tak jak Madonna ze swoimi parkietowymi konfesjami. Bangera Hung Up wspartego samplem z legendarnego przeboju ABBY Gimme! Gimme! Gimme! (A Man After Midnight), czy przywodzącego na myśl najlepsze dokonania Jackson 5 Sorry nikomu przypominać nie trzeba. Możesz być pewien, że puszczając te przeboje w swoim klubie będziesz miał pełny parkiet w kilka sekund. Nie inaczej będzie, kiedy do playlisty dorzucisz cały pakiet klubowych bangerów z kontynuacji wyznaniowego projektu – albumu CONFESSIONS II, na czele z hipnotyzującym I Feel So Free, absolutnie hymnowym przebojem Danceteria, czy nawiązującym m.in. do klasyka lat 90. Music Sounds Better with You (podobnie jak Get Together z 2005 roku) buzującym energią Love Sensation. Dorzućcie do tego jeszcze house’owe Bring Your Love z Sabriną Carpenter, festiwalowe Bizarre z Martinem Garrixem i odjechane, transowe One Step Away, a parkiet dosłownie pęknie w szwach. Madonna bardzo dosadnie, po raz kolejny przypomniała dzisiaj wszystkim, kto jest niekwestionowaną Królową Danceflooru – trudno się z nią nie zgodzić!
